Translate

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOMENTARZE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą KOMENTARZE. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 grudnia 2020

Kryzys jest nie unikniony?

 


Jaki jest dziś Kościół w Polsce?


Justyna Kaczmarczyk

Religia

Wczoraj, 21 grudnia (06:00)


- Z jednej strony pogrążenie się w kulcie Jana Pawła II, z drugiej celebrowanie własnej wspaniałości i wystawny tryb życia. Właśnie te cechy zostały sparodiowane w postaci granej przez Janusza Gajosa w "Klerze". Widzę trzy symboliczne postaci sprawców dzisiejszej sytuacji w Kościele – mówi prof. Antoni Dudek. - Dziś kryzys dotyka całe społeczeństwo, co jest skutkiem pandemii i niepokojów społecznych. A Kościół jest częścią społeczeństwa – uważa z kolei rzecznik KEP ks. Leszek Gęsiak. Jaki jest dziś Kościół katolicki w Polsce?

Zdj. ilustracyjne / Jakub Kamiński /East News


- Trzy osoby z mojego bliskiego otoczenia dokonały apostazji, kilka jest w trakcie tego procesu, a mnóstwo odzywa się z pytaniem, jak to zrobić - mówi Marcin Musialik, który oficjalnie pożegnał się z Kościołem kilka tygodni temu. - Jedna z tych osób opowiadała, że odbyła dziwną rozmowę z proboszczem i musiała się nasłuchać, u dwóch pozostałych poszło zadziwiająco gładko. Ksiądz miał takie podejście, że dla Kościoła to też dobrze, żeby oczyścił się z tych, którzy tak naprawdę nie chcą w nim być. I udostępnił swoje druki apostazji - dodaje.

Rozwodów z Kościołem prawdopodobnie przybywa

Coraz mniej wiernych w Polsce chodzi w niedzielę do kościoła. Z najnowszych danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego za 2019 rok wynika, że odsetek dominicantes, czyli uczestników niedzielnej mszy, wyniósł 36,9 proc. Do komunii przystępowało 16,7 proc. wiernych.

Jeszcze dziesięć lat temu na msze w niedziele święte chodziło 41 proc. wiernych, a dwadzieścia lat temu - ponad 47 proc. Najwyższy wskaźnik ISKK odnotował w 1982 roku, czyli w stanie wojennym. Wówczas na niedzielną mszę świętą chodziło 57 proc. wiernych. Za to dużo mniej osób przyjmowało komunię ( 9,6 proc.). Liczba ta wzrastała, ale już nie rośnie.

- Odsetek Polaków uczestniczących w niedzielnej mszy świętej powoli, ale systematycznie zmniejsza się od mniej więcej 2006 roku. Od tamtego czasu, czyli po śmierci papieża Jana Pawła II, praktycznie nie zwiększa się już również odsetek osób przyjmujących komunię - zauważa ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor ISKK.

Zmniejsza się liczba księży w Polsce, od lat maleje liczba zakonnic i zakonników. - Instytucjonalne ramy Kościoła katolickiego w naszym kraju nieco słabną - komentował ks. Sadłoń, prezentując najnowsze dane.

Prawdopodobnie przybywa apostatów.

Prawdopodobnie, bo dokładnych danych na ten temat jeszcze nie ma. Ostatnie informacje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego zaprezentowała w 2012 roku (w 2010 r. było 459 apostatów, w latach 2006-2009 łącznie 1057). Później sprawy nie badano w związku ze "stosunkowo niewielką skalą zjawiska". Dziś temat wraca. -  W stosunku do liczby chrztów to wciąż niewielki odsetek, mamy jednak sygnały, nie tylko z mediów, że liczba aktów apostazji wzrosła - mówi Interii dyrektor ISKK.

Ewangelia w kawałkach

- Dlaczego dokonałem apostazji? Mówiąc językiem religijnym, po prostu nie dostąpiłem łaski wiary. Odkryłem, że nigdy tej wiary w sobie nie miałem, nawet w dzieciństwie, mimo że ganiano nas do kościoła - mówi Marcin Musialik. Jak przyznaje, była to przemyślana decyzja, z którą nosił się od dawna. Katalizatorem były jednak protesty po październikowej decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.

- Dla mnie było oczywiste, że decyzja TK bezpośrednio jest związana z dużą presją Kościoła katolickiego, jaką wywiera on na polityków i społeczeństwo, przy jednoczesnym zakłamaniu tej instytucji. Byłoby mi łatwiej uwierzyć, że w kwestii aborcji Kościół chce dobrze, gdyby mury świątyń były pełne kapłanów i wiernych, którzy nie stosują się do nauki swojej wiary w wybiórczy sposób - mówi. - Nachodziłem się do kościoła, nasłuchałem i wiele pamiętam z Pisma Świętego. I czasem naprawdę trudno mi dostrzec w katolikach stosowanie się do prawd wiary, na które tak chętnie powołują się w sprawie aborcji, gdy chodzi np. o uchodźców - tłumaczy.

POMOC EZOTERYCZNA I MAGICZNA

Kocha, lubi, nie ufa

Badania pokazują, że zaufanie do Kościoła spada. W najnowszym sondażu zaufania przeprowadzonym przez IBRiS pod koniec listopada 2020 r. 40,4 proc. respondentów wskazało, że ufa Kościołowi, podczas gdy cztery lata temu było to 58 proc. (sondaże dla Onetu i Rzeczpospolitej).  W tym roku po raz pierwszy większy był odsetek nieufności (42,4 proc.) wobec Kościoła niż zaufania do tej instytucji.

Do myślenia daje także przeprowadzone na zlecenie "Rzeczpospolitej" w połowie listopada badanie IBRiS, w którym respondenci zostali poproszeni o ocenę swojego stosunku do Kościoła katolickiego w Polsce. Pozytywnie ocenia go 35 proc. badanych, negatywnie 32 proc., a neutralnie 31 proc. Zdecydowanie inaczej wygląda jednak sytuacja w grupie ludzi między 18. a 29. rokiem życia. Zaledwie 9 proc. młodych Polaków, badanych w sondażu, ma pozytywny stosunek do Kościoła. Negatywną ocenę wystawiło 47 proc. respondentów w tej grupie, 44 proc. wskazało na neutralny stosunek.

Złote, a skromne

Zdaniem prof. Antoniego Dudka, politologa i historyka, który od lat zajmuje się tematem Kościoła w Polsce, dziś instytucja ta jest w początkowej fazie głębokiego kryzysu, którego przyczyną są skandale pedofilskie i niezdolność odpowiedniej reakcji na nie i "inne zachowania kapłanów, które gorszą wiernych".

- Te 20-30 lat po upadku rządów komunistycznych Kościół w Polsce zmarnował na odcinanie kuponów od swojego sukcesu i osiadł na laurach - ocenia  prof. Dudek w rozmowie z Interią.

Zdaniem historyka dużą rolę odegrali w tym hierarchowie. - Widzę trzy symboliczne postaci sprawców dzisiejszego kryzysu: to wieloletni architekt polityki kadrowej Kościoła, były nuncjusz abp Józef Kowalczyk, abp Leszek Sławoj Głódź i kard. Stanisław Dziwisz. Z jednej strony pogrążenie się w kulcie Jana Pawła II, z drugiej celebrowanie własnej wspaniałości i wystawny tryb życia - właśnie te cechy zostały sparodiowane w postaci granej przez Janusza Gajosa w "Klerze" Wojciecha Smarzowskiego - komentuje.



Historyk zwraca też uwagę na "nadmierne zintegrowanie Kościoła z obozem rządzącym", ale uważa to za czynnik dodatkowy kryzysu. - Część księży i biskupów otwarcie deklaruje poparcie dla partii, a to powoduje, że Kościół pada ofiarą polaryzacji społecznej - zauważa.

Najlepsza odmiana

Z kolei ks. Grzegorz Strzelczyk, doktor teologii dogmatycznej, członek zarządu Fundacji Świętego Józefa i proboszcz tyskiej parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego, zauważa, że Kościół w Polsce ma dziś trudność w przekazywaniu wiary młodym. - To nie jest hipoteza, tylko smutny fakt. Dziś uczestniczą aktywnie w życiu Kościoła głównie osoby powyżej 60. roku życia. Młodzi laicyzują się w zastraszającym tempie - mówi. - Jest mniej powołań i mniej młodych kapłanów, a te duże roczniki "janopawłowe" odchodzą już na emerytury. Kościół traci wiernych, a z nimi przychody finansowe, grozi mu więc zapaść finansowa - wylicza.

CZEGO NIE WIE 99% WIERZĄCYCH

W jego opinii dziś w Polsce mamy "dramatyczne rozdarcie", jeśli chodzi zauważanie problemów Kościoła. - Obawiam się, że mnóstwo polskich katolików ciągle żyje w przekonaniu, że stanowimy najlepszą odmianę Kościoła, jaka funkcjonuje na świecie, a samo to, że mieliśmy papieża Polaka, stawia nas w jakiejś lepszej strefie. Widzę taką postawę i u duchownych, i u świeckich. To jest groźne. Nie pozwala dostrzegać patologii. Ten rodzaj pychy kroczy przed upadkiem - stwierdza w rozmowie z Interią.

Nie kryzys, a zjawiska kryzysowe

O różnym spojrzeniu na stan Kościoła w Polsce mówi też publicysta Tomasz Terlikowski. - Jeśli ucho przyłożymy z jednej strony, usłyszymy wyraźną dyskusję. Z drugiej - co najwyżej, że cytowanie statystyk to sianie paniki, problemem są media wrogie Kościołowi, neomarksizm i gender. Współczesna kultura niesie ze sobą pełen pakiet wyzwań, z którymi Kościół musi się zmierzyć, ale na pewno nie jest to główny ani jedyny problem - komentuje.

Inaczej do sprawy podchodzi Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. - Mamy do czynienia z pewnymi zjawiskami kryzysowymi, ale przeciwny jestem terminowi "kryzys Kościoła" - podkreśla.


Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak zaznacza z kolei, że dziś kryzys dotyka całe społeczeństwo, co jest skutkiem pandemii i niepokojów społecznych. - Kościół jest częścią społeczeństwa, a zatem odczuwa również skutki tego, co w społeczeństwie się dzieje - komentuje.

Marcin Przeciszewski jako jedno ze zjawisk kryzysowych wymienia kwestię wykorzystywania seksualnego w Kościele. - Dotarła do nas fala ujawnień skandali seksualnych i przypadków tuszowania pedofilii przez niektórych przełożonych, która przeszła już przez różne kraje - USA, Irlandię, Niemcy. Trzeba życzyć Kościołowi w Polsce, żeby z tą falą brudów, które, jak mówił Benedykt XVI, "mogą przyćmić blask wiary", jak najszybciej się uporał – komentuje.

Żaden nie dał pozytywnej oceny

To, w jaki sposób Kościół odpowie na problem wykorzystywania seksualnego, wydaje się być szczególnie ważne, jeśli chodzi o nastawienie osób młodych do tej instytucji. W przytaczanym powyżej badaniu IBRiS z połowy listopada pytano o ocenę działania Kościoła, jeśli chodzi o walkę z pedofilią. Pozytywnej noty nie dał ani jeden z respondentów z grupy w wieku 18-29 lat.

NAMIESTNICY BOGA CZY DIABŁA

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego Kościół w Polsce nie ma dzisiaj pomysłu na młodych. - Ostatni był ks. Franciszek Blachnicki i jego oaza. Ten pomysł może się podobać albo nie, ale faktem jest, że miliony młodych ludzi przeszły przez tę formację w latach 70 i 80-tych ubiegłego wieku. Potem sprawę za polskich biskupów załatwiał Ojciec Święty Jan Paweł II. Można było funkcjonować od pielgrzymki do pielgrzymki - mówi. Jak zauważa, dziś widać pewne inicjatywy, ale są one "punktowe".


Z opinią, że Kościół nie ma dziś pomysłu na młodych, nie zgadza się Marcin Przeciszewski. - Pomysłów jest wiele, jak Światowe Dni Młodzieży, fenomen Lednicy, czy wiele świetnych duszpasterstw akademickich - wymienia. - Ale ewidentnie wymaga to dalszej refleksji - dodaje.

Młodzi zaangażowani

Rzecznik Episkopatu ks. Leszek Gęsiak uważa, że doświadczamy dziś "niesamowitego ożywienia i zaangażowania" młodych w Kościele. - Z jednej strony młodzi są bardzo aktywni w przestrzeni internetowej, biorą udział w rekolekcjach, spotkaniach wspólnot on-line czy zbiórkach charytatywnych (...), z drugiej, mimo ograniczeń, nie ustają prowadzone przez nich inicjatywy pomocy dla innych: chorych, potrzebujących, samotnych, bezdomnych, starszych - stwierdza. I wymienia m.in. działania wspólnoty Sain’Egidio, wolontariuszy Caritas, członków Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży czy młodych rodzin Ruchu Światło-Życie. - W całej Polsce, codziennie, tysiące młodych ludzi zaangażowanych jest w życie Kościoła, w różnego rodzaju działalność na rzecz tych, którzy pomocy duchowej i materialnej bardzo potrzebują. I nie ma cienia wątpliwości, że ta postawa i zaangażowanie wynikają z ich świadomego wyboru drogi i systemu wartości, jaki daje Ewangelia - komentuje dla Interii.

TAJNA INSTRUKCJA WATYKAŃSKA

Marcin Przeciszewski zauważa, że Kościół musi znaleźć odpowiedni język, by do młodych ludzi dotrzeć. -  Widać, że młodzi mają problem z chrześcijańskim rozumieniem wolności czy akceptacją katolickiej etyki seksualnej. Klucz do tego, czy zostaną w Kościele, jest w tym, na ile będziemy im w stanie wyjaśnić sens katolickiego pojmowania sfery seksualnej, nie jako systemu zakazów, ale drogi do szczęścia. Mistrzem był w tym Jan Paweł II - uważa.

Pokolenie z wymaganiami

Tomasz Terlikowski także zwraca uwagę na język. Mówi jednak, że dziś Kościół stracił przekaz. - Nie potrafi sformułować własnej, mówionej językiem teologicznym, ewangelicznym, odpowiedzi na wyzwania współczesności. Przejmuje język polityki albo milczy - mówi. Zauważa, jak ważna jest przy tym reakcja hierarchów. Jako przykład podaje kwestie związane ze skandalami seksualnymi.

- W tym temacie głos zabiera najczęściej abp Wojciech Polak, bo jest delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży. Czasem, choć nie za często, abp Grzegorz Ryś. Zdarzały się wypowiedzi, choć już coraz rzadziej, abpa Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Episkopatu. Głos zabiera kilku biskupów pomocniczych, m.in. bp Adrian Galbas, bp Damian Muskus, bp Mirosław Milewski. Poza tym mamy dominujące milczenie, jakby nie było problemu. Jakby nie było zaskakujących teologicznie wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka - mówi.

Zauważa też, że żaden hierarcha nie wyszedł do młodych, którzy na fali protestów po orzeczeniu TK z 22 października protestowali na ulicach. - Prawdą jest, że nieśli ze sobą często antychrześcijańskie hasła, ale rolą Kościoła nie jest ich potępienie, tylko wyjście do nich, próba rozmowy, skierowanie przesłania Ewangelii - komentuje.

Ks. Grzegorz Strzelczyk zwraca natomiast uwagę na inną grupę wiekową wiernych. - Między "starsi, którzy już są", a "młodzi, którzy nie przyjdą" jest środek, ludzie w wieku 30-50 lat. To ostatni dzwonek, żeby o nich zawalczyć, by nie przegrać pokolenia, które może przekazać wiarę następnym - mówi. Jak dodaje, jest to pokolenie, które ma pewne wymagania - oczekuje przejrzystości finansowej, możliwości uczestniczenia, stosowania zasady pomocniczości, a przede wszystkim głoszenia wiary w taki sposób, żeby odpowiadała ona potrzebom. - To ludzie, którzy oszczędnie zarządzają czasem i ważne, żeby Kościół umiał im zaoferować propozycje dotyczące duchowości, które są bogate w treść, konkretne - mówi.

"Kremówkowanie" Wojtyły

Taki był przekaz Jana Pawła II - przekonuje w swojej książce o. Maciej Zięba, autor "Pontyfikatu na czasy zamętu". "Jego postawa [JP2 - red.], myślenie oraz działania także dziś mogą wiele nam pomóc w rozumieniu chrześcijańskiego powołania oraz Kościoła i świata" - pisze o. Zięba.

Problem w tym - zauważa ks. Strzelczyk - że nauka Jana Pawła II odbierana jest powierzchownie.

JPII NIEWYGODNE FAKTY PONTYFIKATU

- Jeszcze może do upadku komunizmu było poważne mierzenie się z tą myślą, ona rzeczywiście zapładniała. Pamiętam, jak ludzie siadali do tekstów papieskich z wypiekami na twarzy, bo one były powiewem wolności - wspomina. Jego zdaniem, odbiór pontyfikatu papieża Polaka przybrał w dużej mierze ludyczną formę. - Jan Paweł II stawał się taką postacią do świętowania, co przy okazji pozwalało świętować naszą narodową wielkość - mówi ks. Strzelczyk.

Dr Paulina Guzik z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie nazywa to "zakremówkowaniem" papieża. 


- Traktowaliśmy go jako emocjonalne dobro narodowe. Nie tylko świeccy, ale też księża i biskupi. A on był przywódcą przez przykład i choćby z tej wizji przywództwa i bardzo ludzkiego zarządzania Kościołem powinniśmy dziś skorzystać - wskazuje.

- Gdyby każda kuria w Polsce działała na przykład w kwestii komunikacji tak jak Sala Stampa za Jana Pawła II, z profesjonalnym rzecznikiem odpowiadającym natychmiast na pytania dziennikarzy, z rzecznikiem, który ma dobry dostęp do "szefa" - sytuacja Kościoła w Polsce byłaby o wiele bardziej optymistyczna. A to tylko jeden obszar z setek, w których nie uczymy się od papieża Polaka - komentuje.

Mimo wszystko

- Dlaczego mimo wszystko jestem w Kościele? Mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że jest tu Bóg - mówi w rozmowie z Interią Justyna Zorn, katoliczka z Trójmiasta. Sama krytycznie patrzy na wiele działań Kościoła i jego instytucji. W 2019 roku zainicjowała protest przed kurią w Gdańsku. Był to wyraz sprzeciwu wobec działań ówczesnego metropolity gdańskiego abpa Leszka Sławoja Głódzia, któremu zarzucano m.in. mobbing. Doprowadziła też do publikacji we włoskiej prasie skierowanego do papieża Franciszka apelu o działania w sprawie tuszowania przypadków pedofilii w Kościele katolickim w Polsce.

- Trzyma mnie też bardzo mocno moja wspólnota parafialna, a mam szczęście być w jednej z najlepszych parafii w Polsce - parafii św. Mikołaja w Gdyni. To wspólnota otwarta na świeckich, na ludzi potrzebujących. To parafia, która nie wyklucza. Dzięki temu widzę, że Kościół może wyglądać inaczej, może głosić Ewangelię każdemu - przyznaje.

Justyna Kaczmarczyk

LINK DO ARTYKUŁU

KOMENTARZE:

~DziadekBogdan- Dzisiaj (15:22)

Wszyscy którzy wypowiadają się na temat wiary, religii czy Kościoła popełniają jeden ale istotny błąd nie rozróżniają jednego, że Kościół to Wierni i pasożytniczy Kler. A jak można opluwać samego siebie mówiąc, że Kościół robi to czy tamto źle. Źle wykonują swoją posługę wierni zorganizowani w klubie zwanym Kler a nie Wierni. Więc trzeba zreformować przede wszystkim Kler: 1. Znieść celibat, 2. znieść spowiedź na ucho, 3. Odebrać zarządzanie majątkiem Kościoła proboszczom i przywrócić Wiernym. Księża będą mieli więcej czasu na nauczanie a nie na liczenie stanu konta.

~oliwa wypływa- Wczoraj (14:58)

ZBAWCA świata w Ewangelii Mateusza 23:9 zakazuje tytułowania w Kościele kogoś OJCEM, więc OJCIEC RYDZYK lub papież - OJCIEC ŚWIĘTY to deptanie po słowach ZBAWCY, pogarda wobec JEGO słów ...... Słowa z natchnionej Biblii których nie mówiono nam na religii : " Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, (3) nie oddający się pijaństwu, nie zadzierzysty, lecz łagodny, nie swarliwy, nie chciwy na grosz, (4) który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, (5) bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?" - 1 list apostoła Pawła do Tymoteusza Biblia Warszawska - Pismo Święte ...... prawdziwy KOŚCIÓŁ to rodzina [dzieci światłości] a nie organizacja z hierarchią jak w korporacji lub w firmie gdzie jest cennik za różne "usługi" - nawet za pogrzeb. "Ładna" mi rodzina. Rzymski katolicyzm nie reprezentuje ZMARTWYCHWSTAŁEGO BOGA JEZUSA ... Biblia mówi że biskup to nie hierarcha, nie ktoś ważniejszy od innych. Wg Biblii biskup - po grecku episkopos to powinien być człowiek świecący przykładem w życiu rodzinnym, społecznym i pośród innych wierzących. To nie władca nad świeckimi jak to np w rzymskim katolicyzmie ... Wg Słowa BOŻEGO powinien mieć żonę i dzieci bo jak nie umie troszczyć się o swoją rodzinę, to nie będzie umiał i o innych. Rzymski katolicyzm odrzuca naukę SŁOWO BOŻEGO zasłaniając się swoim celibatem ......Nie znałem JEZUSA, nie znałem PRAWDZIWEGO ŻYWEGO BOGA bo uczono mnie rytuałów i ceremonii. Pójść w taki i taki dzień do pewnego budynku o pewnej godzinie. Powstań, uklęknij, usiądź. Powstań, uklęknij, usiądź. Powtarzaj różne słowa, różne wyuczone formułki za mistrzem ceremonii który ubiorem, gestami i formułkami przypomina raczej czarownika rzucającego zaklęcia. Słyszę słowa : "bracia i siostry" ale nie widać nic z tego w życiu ludzi. Dużo kadzidła, dużo poważnych min, dużo pompatycznych rzeczy mających robić wrażenia zmysłowe i wprowadzać atmosferę tajemniczości - ale w środku widzę martwotę, pustkę, sztuczność. Mimo że wtedy nie znałem kompletnie Biblii to widziałem, czułem że to wszystko co się tu dzieje jest sztuczne, nieprawdzie, obce JEZUSOWI. Teatr z wyreżyserowanym sprytnie spektaklem gdzie odgrywa się role których nauczono człowieka, a widowni w ławkach wmówiono że to nie teatr - ale że jest to prawdziwe życie i coś im niezbędnego do życia. " Odpowiedział mu Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa Bożego " - Ewangelia Jana 3:3 .... Szczepan w biblijnych Dziejach Apostolskich 7:49 mówi : "Ale Najwyższy nie mieszka w budowlach rękami uczynionych, jak mówi prorok" .... Lepiej szczerze w domu, w lesie itd porozmawiać z NIM szczerze z serca, niż robić coś na pokaz lub mówić wyuczone na pamięć wierszyki. Gdybym wyuczył się na pamięć jakiegoś tekstu i mówił nim do ziemskiego ojca, to nie uznałby tego za rozmowę i gdybym powtarzałbym w koło ileś razy to pomyślałby że zwariowałem. Rzymski katolicyzm nie ma 2000 lat ale około 1600 [dekrety teodozjańskie]. ______________ Artykuł : "Jezus Stwórcą życia - informacja w DNA" _______" Forum Biblia o kulistej ziemi " ______ " Biblijne dowody że czyściec jest bluźnierstwem - fałszywe bilety do nieba część" _______ artykuł : " Nie potrzebujesz księży i hostii do przebaczenia, zbawienia część 2 - pseudo-duchowy pokarm nie przyniesie owocu ducha " ______"Cudowna prawda w ostatnim zdaniu Biblii Objawienie Jana 22:21 - Ewangelia Prawdziwej Łaski część 7" ___ ____"athanasia chrześcijanie będą mieć nowe niezniszczalne ciała" _______" Błędy w naukach Świadków Jehowy część 2 transfuzja i krwiodawstwo "

~no cóż!- Wczoraj (16:48)

Tak naprawdę to Kościół stracił wizerunkowo kiedy okazało się, że buta biskupów jest większa niż ich brzuchy! "Dla dobra Kościoła" byli gotowi wyciszać afery pedofilskie, złamane śluby czystości czy nie zauważali nadmiernego bogacenia się niektórych księży i duchownych wyższego szczebla. Nie zwracali uwagi na "cenniki" za posługę typu chrzest , ślub , pogrzeb czy zamawianie mszy i stawki za msze o określonej godzinie i dniu tygodnia! Ale to akurat trwa od dziesiątków lat! Już moja babcia skąd inąd religijna kobieta powtarzała, gdy ksiądz kręcił nosem na ofiarę : "Kto ma księdza w rodzie tego bieda nie bodzie"! Teraz to już niektórzy ZAZNACZM niektórzy księża nie mają żadnych hamulców! Gdy zmarła ciocia i wujek poszedł, ubrany jak zwykł chodzić w garniturze, do księdza by zamówić pogrzeb i pochówek usłyszał, że msza będzie kosztowała 600zł! Gdy zwrócił uwagę, że to dużo i nie ma aż tyle pieniędzy bo jeszcze trzeba opłacić firme pogrzebową to usłyszał : " Tak jak patrzę na Pana to Pana raczej stać na te pieniądze"!!!! Czysta beszczelność! Tyle, że proboszcz miał pecha bo wujek miał znajomego biskupa pomocniczego. Suma sumarum pochówek odbył się za co łaska czyli za 200 zł tyle, że proboszcz wysyczał wujkowi, że "Przecież mogli się porozumieć bez udziału biskupa" no i od tej pory jest obrażony na wujka! Taka buta!

~kik- Wczoraj (15:09)

Kiedyś był taki film "Komandosi z Navarony". Jest tam taka scena, jak saper Muller siedzi i słychać wybuch bomb w tamie. Jeden z żołnierzy pyta- i co teraz będzie? Nic się nie dzieje. Na to Muller odpowiada-spokojnie, zostaw to czasowi. I faktycznie po pewnym czasie, tama zaczęła się rozwalać. Dlaczego to przytoczyłem? Bo Kościół jest jak ta tama. Ktoś pod nią podłożył bomby. Jak wybuchło, od razu się nie zawaliła. Potrzeba było trochę czasu, aby fizyka i czas zaczął działać. Kościół przeoczył "podłożenie bomby" pod tamę, czyli tuszował swoje występki. Nie przyznawał się, przedstawiał absurdalne powody, bo dzieci same wchodziły do łóżek księdzu, itp. czas i inna fizyka zaczęła działać. Ten proces jest nieunikniony. To że (analogia do tamy) jest coraz większa rysa, to zasługa samego kościoła. Jeszcze tylko kilka lat, i to pokolenie które wchodzi w dorosłe życie, za chwilę z kościołem nie będzie chciało mieć nic do czynienia.

~katowiczanin- Wczoraj (16:57)

To nie kryzys.to początek agonii, młodzi, myślący nie chcą być dłużej wykorzystywani przez ksieży, nie chcą już chodzić na religię, pycha księży i wizja tylko kasy zniechęciła ich do księży, kościół traktują już jako obiekt architektoniczny, a ksiądz to osoba chciwa, pazerna, wszystko za kasę wystarczy przypomnieć prezesa TVP, jego żądze, wszystko za kasę i koronki w TVP, a Wawel miejsce królów polskich ? kto miejsce dla Lecha tam sprzedał? bo z pewnościa nie była to wola narodu, tylko jak zwykle prezesa.

~ja- Wczoraj (18:31)

na obchodach RMaryja "nic się nie stało". Wstyd za urzędników państwowych, którzy siedzieli w pierwszych ławach i nie zareagowali na "męczennika" chroniącego pedofili. Coraz częściej łapię się za głowę jak obserwuję to wszystko. Problem z naszymi politykami często jest taki, że zagłosujesz, a potem trzeba się za nich wstydzić. Na nikogo nie liczę oprócz siebie. Jak ktoś jest pracowity, zaradny i bezdzietny, żadna, partia, polityk, rząd mu nie pomoże bardziej niż on sam. Co innego jak by był nierobem bez kwalifikacji i umiejętności z kupą dzieci. Dlatego trzeba inwestować w siebie. Żeby ludzie mieli większe szanse, muszą chcieć coś zmienić, coś zrobić zamiast czekać aż ktoś za nich coś zrobi. Przeczytajcie sobie ksiazke pt. Emeytura nie jest Ci potrzebna – Pokazuje jak kilka prostych decyzji może spowodować że zbudujemy majątek i osiągniemy finansową wolność.

~jura- Wczoraj (14:53)

A oto cytat godny przemyślenia i zastanowienia ! "Zrozumiałem, że to, w co dotychczas wierzyłem, nie jest prawdziwe. Ów "jeden święty, powszechny i apostolski Kościół" to kłamstwo, ściema. Jest wiele Kościołów, natomiast ten, który uważa się za "jedyny prawdziwy" tak naprawdę nie został założony przez Jezusa, tylko powstał wskutek działań politycznych cesarza rzymskiego Konstantyna w IV wieku. Doszło do odrzucenia i zdystansowania się od Biblii na rzecz filozofii greckiej i prawa rzymskiego, które później stało się wzorem prawa cywilizacji zachodniej. Natomiast duchowo Kościół katolicki to konglomerat wpływów różnych wcześniejszych religii włącznie z Babilonem, Egiptem, Grecją, Rzymem plus tzw. Święta Tradycja, która narastała przez wieki. Kościół katolicki to uświęcił, nazwał "Tradycją" przez duże "T" i uważa za podstawę bożego objawienia. Kościół katolicki nie opiera się na Biblii; on jej używa, ale głównie po to, żeby manipulować nią i uwiarygadniać swój system. Najważniejsze jest tzw. Magisterium Kościoła, czyli hierarchia. To, co powie papież, biskup, proboszcz jest rozstrzygające – niezależnie od tego, co napisano w Biblii. Większość dogmatów Kościoła katolickiego nie ma biblijnych podstaw. Sakramenty, kult świętych, system pośrednictwa, kapłaństwo, celibat – przecież tego w Biblii nie ma!








środa, 29 lipca 2020

Zakonnice głosowały za podopieczne - KOMENTARZE




"GW": Zakonnice głosowały za podopieczne


WIADOMOŚCI LOKALNE  28 lipca (10:34)

Siostry zakonne wypełniały karty do głosowania za podopieczne z domu opieki - informuje "Gazeta Wyborcza", powołując się na nagrania rozmów z pensjonariuszkami. "Insynuacje i oskarżenia" - odpowiada siostra Emilia, kierująca Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie. W tamtejszej komisji wyborczej Andrzej Duda dostał 100 proc. głosów.

Zdj. ilustracyjne /123RF/PICSEL
Zdjęcie ilustracyjne

W prowadzonym przez Siostry Pasterki Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Świętej Katarzynie (woj. dolnośląskie) mieszkają panie o różnym stopniu niepełnosprawności intelektualnej, a niektóre z nich są niepiśmienne.

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", w tegorocznych wyborach prezydenckich krzyżyki na kartach przy nazwisku Andrzeja Dudy zaznaczać miała zakonnica. Głosy oddano korespondencyjnie.

Dziennik publikuje zapis rozmów jednej z opiekunek z pensjonariuszkami. Dwie kobiety przyznają, że krzyżyk na karcie do głosowania stawiała za nie siostra Bernadetta, one składały podpisy. Z rozmów wynika, że kolejna z pań nie była świadoma, kto startuje w wyborach. Mówiła, że zagłosowała na Kaczyńskiego.

Siostra Emilia: Nie instruowałam

Poproszona o odniesienie się do sprawy siostra kierowniczka zapewnia "Gazetę Wyborczą", że nieprawidłowości nie było, a w głosowaniu brały udział wyłącznie osoby świadome. Twierdzi, że nie mówiła ani siostrze Bernadecie, ani podopiecznym, na kogo mają oddać głos.

Szef KBW: Wątpliwości powinna wyjaśnić prokuratura

Tomasz Szczepański, przewodniczący delegatury Krajowego Biura Wyborczego, zauważa, że do KBW nie dotarły zgłoszenia o nieprawidłowościach w komisji w Świętej Katarzynie. "Jeśli jednak ktoś ma dowody na ingerencję w treść kart wyborczych, sprawę powinna wyjaśnić prokuratura" - zaznacza.

Zwraca na to uwagę także były przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej Wojciech Hermeliński. Jak mówi "Wyborczej", wywieranie wpływu na sposób głosowania poprzez nadużycie stosunku zależności zagrożone jest karą od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.


Wygrywa PiS

"GW" zauważa, że w komisji w Świętej Katarzynie od 2010 roku w każdych wyborach wygrywają kandydaci Prawa i Sprawiedliwości z wynikami między 98 a 100 proc. poparcia.




KOMENTARZE:

~info- 

Przykazanie VIII "Nie mów fałszywego świadectwa przeciwko bliźniemu swemu". Siostry skłamały świadomie i dobrowolnie, co oznacza grzech ciężki. Ja twierdzę, że znakomita większość duchowieństwa i osób zakonnych nie wierzy w słowo Boże, bo gdyby wierzyli, to by w ten sposób nie postępowali.

~Tejro- 

Jeżeli siostry głosowały za niepełnosprawne intelektualnie pensjonariuszki to głosowanie powinno zostać unieważnione. To po pierwsze. Po drugie jeżeli głosowały za kogoś innego, to ten ktoś powinien dać swoje pełnomocnictwo do głosowania osobie drugiej. Czy takie pełnomocnictwa zostały siostrom udzielone? Jeżeli nie to powinna się tym zająć prokuratura.

~oszuści- 

cały katolicyzm jest oparty na kłamstwie. Darowizna konstantyńska, triumfalny wstęp do niezliczonych fałszerstw chrześcijańskich, powstała prawdopodobnie w VIII w. z inicjatywy papieża Stefana II. Potrzebował on tytułu prawnego do spodziewanych posiadłości terytorialnych. Stworzył dokument, który legitymizował św. Piotra, jako prawowitego władcę i posiadacza Italii, a papieża, jako właściciela rangi cesarskiej. Oszustwo swoje Stefan II oparł na V wiecznej legendzie o Sylwestrze, według której Konstantyn był prześladowcą chrześcijan i za to został dotknięty trądem. Według niej, papież Sylwester uzdrowił jednak cesarza i ochrzcił go na Lateranie. W rzeczywistości Konstantyn nie prześladował chrześcijan, lecz obdarzył ich ogromnymi przywilejami. Nigdy nie był też trędowatym i nie ochrzcił go Sylwester, lecz Arianin, biskup Euzebiusz na łożu śmierci w 337r. Dokument ów, za pomocą którego papiestwo wyłudziło podstępem Państwo Kościelne i uzasadniło swoje panowanie nad światem, odwrócił całkowicie istniejącą sytuację: cesarz rzymski, któremu dotychczas podlegało chrześcijaństwo, stawał się teraz poddanym papiestwa. Oszustwo miało postać rzekomego edyktu Konstantyna I, skierowanego do papieża Sylwestra I, z datą i podpisem, jakoby to on sam sporządził go u grobu św. Piotra. Z wdzięczności za swoje cudowne uzdrowienie z trądu darowuje on papieżowi cały kontynent. Dokument mówi, iż dla siebie cesarz wybuduje na wschodzie nową stolicę, której nada swoje imię, a w samym Rzymie zlikwiduje administrację państwową, gdyż jest niewłaściwym, by świecki władca sprawował władzę tam, gdzie Bóg ustanowił rezydencję głowy religii chrześcijańskiej. Papież i jego następcy otrzymują Pałac Laterański, Rzym z jego prowincjami, dystryktami i miastami Italii oraz wszystkie regiony Zachodu. Papież otrzymuje te same insygnia i odbiera te same honory, co cesarz, wśród nich prawo do noszenia korony cesarskiej, purpurowego płaszcza i tuniki; Sylwester miał jednak odmówić noszenia korony, w związku z czym, cesarz przyznał mu prawo do noszenia wysokiej białej czapki. Dokument jest na tyle nieudolnie sfabrykowany, iż gdy tylko się pojawił, budził wątpliwości. Zawiera wiele oczywistych sprzeczności i anachronizmów, np. nosząc datę, 315 n.e., wymienia z nazwy Konstantynopol, który powstał dopiero w roku 330. W 1440 roku historyk i duchowny Lorenzo Valla udowodnił bezspornie, że "Donacja" jest falsyfikatem. Następnie, do tego samego wniosku doszli inny badacze. Marcin Luter odniósł się do fałszerstwa w kwestionującym władzę papieża dziele „Do szlachty chrześcijańskiej narodu niemieckiego o poprawie stanów chrześcijańskich”. Fenomenem dokumentu jest to, iż pomimo powszechnej świadomości jego nieprawdziwości, przywileje i dobra tam wymienione oraz faktycznie uzyskane, przez wiele stuleci przyczyniały się do wzrostu potęgi katolicyzmu, a z wielu z nich Kościół Katolicki bezprawnie korzysta do dnia dzisiejszego. Źródło: Karl Heinz Deshner „Kryminalna historia chrześcijaństwa” Tom IV.

~bimber- 

Sprawdziłem na stronach pkw. W tej jedej gminie (Siechnice woj Dolnośląskie) głosowało 13 tys wyborców. 8 tys glosów dostał Trzaskowski, a 5 tysiecy Duda. Te 75 głosów nie miało ŻADNEGO wpływu na wynik wyborów nawet w tej jednej gminie. I żeby była jasność, jeżeli były jakieś przewałki to trzeba to wyjaśnić i wyeliminować w przyszłości. Ale przestańceie juz wałkować temat wyborów. Odbyły się. Jeden wygrał drugi przegrał i koniec tematu .

~andrzejsiarka- 

No a cóż w tym takiego dziwnego, przecież sojusz kleru z pisem tak cuchnie na odległość że tylko porządny przeciąg z bezpowrotnym wywianiem ich do Watykanu jakoś uzdrowi sytuację. Nie ma co się oburzać, bo musielibyśmy to robić codziennie a nasze zdrowie jest ważniejsze. Zamiast oburzać się - po prostu nie korzystać z ich czarów.


niedziela, 4 marca 2018

Zakonnice nie chcą być dłużej służącymi księży - KOMENTARZE...310






"Corriere della Sera": zakonnice nie chcą być dłużej służącymi księży


Zakonnice nie chcą być dłużej służącymi księży i dostojników kościelnych – powiedziała szefowa Międzynarodowej Unii Przełożonych Generalnych, siostra Carmen Sammut. W dzisiejszym wywiadzie dla "Corriere della Sera" oceniła, że księża nie liczą się z zakonnicami.

Watykan

Rozmowa ta została opublikowana dwa dni po tym, gdy watykański dziennik "L’Osservatore Romano" po raz pierwszy podjął temat pracy zakonnic, które są służącymi księży, biskupów i kardynałów, a za pracę często nie dostają żadnego wynagrodzenia. Na łamach kobiecego dodatku do tej gazety mowa jest o rosnącym buncie wśród zakonnic, ich frustracji i upokorzeniu.
W Watykanie nikt nigdy nie konsultuje się z nami. Pierwszy zrobił to papież Franciszek - podkreśliła pochodząca z Malty siostra Sammut w rozmowie z największym włoskim dziennikiem.

"Jak mamy przekazywać dobro?"

Opowiedziała też o audiencji u Franciszka: "Jedna z zakonnic nie miała odwagi przeczytać do końca pytania o siostry, które są służącymi księży i nie otrzymują za to żadnego wynagrodzenia. Papież rozwiązał tę kłopotliwą sytuację, mówiąc: »choć pytanie nie jest kompletne, odpowiem na nie«”.
Siostra Sammut przytoczyła następnie jego odpowiedź: "Ja, wy, jesteśmy na służbie biednym. To jest służba, a nie niewolnictwo".

Zwróciła też uwagę na spadek liczby zakonnic na świecie; jest ich o ponad 50 tysięcy mniej niż przed pięcioma laty.

Księża uważają, dodała Maltanka, że "Kościół to tylko oni". - To kwestia władzy, pieniędzy. Niektórzy biskupi chcieliby przejąć nasze domy, twierdzą, że wchodzą one w skład dziedzictwa kościelnego - zaznaczyła siostra Sammut.

Na uwagę dziennikarza, że została zaproszona na synod biskupów na temat rodziny, maltańska misjonarka odparła: "Tak, do ławki w ostatnim rzędzie".
Tłumacząc przyczynę kryzysu powołań, oceniła: "Kościołowi nie udaje się wytłumaczyć Boga światu postmodernistycznemu. A jednak młodzi ludzie pozostają tacy, jak zawsze - hojni. W Holandii młodzi ateiści pomagają naszym sędziwym siostrom".

- Księża głoszą kazania. A my? Jak mamy przekazywać dobro? - zapytała.


KOMENTARZE:

Józef Głowacki ·
W pierwszym odruchu chciałoby się powiedzieć: ach jakie biedne są te zakonnice, wykorzystywane bezczelnie przez tych nierobów księży.. Ale przychodzi refleksja, przecież większość kobiet na świecie tak ma. Do tego te zakonnice bywają okrutne niby wychowując dzieci w strasznych warunkach lub handlując nimi. Przyklasztorne tereny w np Anglii z bezimiennymi mogiłkami (lub bez mogiłek groby) z ciałami noworodków poczętych w grzechu.... Pewnie z tymi księżmi. Co tu, więc osądzać? Wychodzi na to że zarówno księża jak i siostry zakonne to stan nienaturalny lub wręcz wynaturzony. Prawa natury i prawa kościelne zupełnie nie przystają do siebie. Oczywiście temat można drążyć na wielu płaszczyznach, ale czy warto? To była ich decyzja.

Zauważyliście?
Ateiści pomagają zakonnicom przeżyć! Tylko ateista może kochać bliźniego bezinteresownie. nikt mu nie obiecuje życia po życiu dlatego jest dobry. Katolik zawsze zauważy różnicę, że obcy i zatrzaśnie drzwi przed nosem potrzebującemu.

Jak te zakonnice są wykorzystywane przez księży to niech odejdą z posługi i zatrudnią się w jakimś zakładzie pracy. Dla zakonnic to jest misja być zakonnicą więc pierwsze pójdą do Boga na pokoje w niebie. Mi dziewczyna dała chyba kosza że jak uderzałem w konkury to mówi że idzie do zakonu na mniszkę, więc zostawiłem ją albo jestem nie odpowiedni albo faktycznie zostanie zakonnicą i będzie służyć księżom. Moja siostra karmi psy i koty bezdomne i tłumaczy że jak takie uczynki robi to Bóg ją wynagrodzi i na pewno pójdzie do nieba, tu nasuwa się wniosek człowiek nic nie robi za darmo chce ubić interes z Bogiem ja coś a Ty mnie wprowadzisz do raju. Instytucja kościelna jak złapie człowieka który w podświadomości boi się piekła to tam wszystko w tej instytucji zrobią żeby oddał wszystkie pieniądze, żeby się wykupił.

Brawo Ty /Józef Głowacki /nareszcie jakiś konkretny komentarz na tym forum, na który coraz więcej jest nie mądrych, ale mądrali. Przeciętna kobieta, żona, matka mogłaby na prawdę w wielu sprawach narzekać na swój los....Ale siostrzyczki, które wybrały taką drogę się śmią skarżyć,..........Droga wolna nikt ich nie zmusza, do posługi księżom.to jest ich posługa boska .i co chcą zostać matkami, ale chyba przełożonymi

Wojciech Mikosz,, Akurat w chrześcijaństwie (nie katolicyzmie) czy tam był kler (instytucja) zaczęło się od Konstantyna –nieprawość.

Ola Jaga · 
Z tego wynika, że Bóg to wielki partacz i gamoń, który nie dość, że spartaczył świat przy jego stworzeniu to jeszcze wyczarował człowieka ze wszystkimi jego ułomnościami. Podobno Bóg jest wszystko wiedzący to i znał przyszłość świata i człowieka niczemu, co złe nie zapobiegając. Kościół mówi o wolnej woli człowieka, której ten posiada tyci, tyci tyciuteńko. Na świecie żyje miliardy ludzi i prawie każdy jest wyznawcą jakiejś wiary.Jedni wierzą w Mahometa inni w Jahwe,jeszcze inni w Budde albo Hinduistycznego Boga Shiwa etc.i każdy myśli, że jego Bóg jest jedynym,najwspanialszym,cudownym,pełnym, miłości. Gdyby Bóg istniał,był pełen miłości i dobra to nigdy nie stworzyłby tak nikczemnego świata, pełnego cierpień,bólu,piekielnego przemijania oraz śmierci,a ludzie nie byli by w nim w większości diabłami i w mniejszości aniołami. Kościół katolicki wymyślił sobie grzech pierworodny, który jest bzdurą, bo niczego takiego nigdy nie było. Urodziliśmy się tutaj na ziemi by, umrzeć...Koszmarna przyszłość. Biblia mówi,ze Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje.Jaki jest człowiek widzimy-albo i nie każdy homo sapiens jest człowiekiem? Wiem,ze nic nie wiem.....to Diogenes ale czy my nie jesteśmy Diogenesem. Sokrates daleko przed Chrystusem stwierdził,ze jest przekonany, o nieśmiertelności duszy.Ja tez jestem przekonana o nieśmiertelności każdej duszy gdyż jesteśmy energia,  która zespolona jest całym wszechświatem bo Bóg to natura a my jesteśmy jej częścią

Prawdziwą niedolę mieli chłopi przez całe stulecia .
" Lud wiejski, przezwany Poczciwym Jakóbem, (Jacques Bonhomme), o którym mówiono, że «ma tęgi grzbiet, który wszystko wytrzyma», i że «okazuje zawsze szacunek dla tych, którzy go jedzą», ten wielki karmiciel, którego ogładzano i mordowano, «zachowując tę przyjemność, jak polowanie, dla szlachty», znosił cierpliwie wszystkie łupiestwa, spustoszenia, mordy, gwałty, bezprawia, ale od czasu do czasu zrywał łańcuchy niewoli, rzucał się na swych gnębicieli i płacił im za swoje krzywdy straszną zemstą. «Jego cierpienia — powiada Michelet — przechodziły wszelką miarę; wszyscy bili go, jak zwierzę, które upadło pod ciężarem. Zwierzę podnosiło się wściekłe i kąsało». Bunty chłopskie (t. z. jacqueries) wybuchały co pewien czas aż do końca XVIII w.; pustosząc i krwawiąc kraj zarówno zemstą ciemiężonych, jak odwetem ciemięzców. Znakomity historyk francuski H. Martin powiada, że «wtedy na Zachodzie były rzeczywiście dwa wrogie narody — szlachta i chłopi. Reszta — to powaśniona rodzina». Ktoś inny wyrzekł, że «ludzie podczas wielu pokoleń rodzili się po to tylko, ażeby być narzędziami lub przedmiotami najstraszniejszych klęsk»."


Oto prawdziwa niedola chłopów przez wieki :
"Zdaje się, że męczeństwo chłopów francuskich zdobyło najwyższą palmę. Nękała ich nie tylko chciwość i srogość panów, ale także rozkiełznana swawola. «Za owych dobrych dni, kiedy to jeszcze nie zabijano ich z umysłu, tylko z przypadku, zdarzały się psoty, często powtarzane, które stały się tradycyjnymi. Mianowicie (weseli rycerze) zamykali męża w skrzyni do chleba i rzuciwszy na nią jego żonę, gwałcili ją. Jeżeli przy tym dziecko podniosło krzyk, przywiązywano krótko do niego kota. Wyobraźcie sobie Poczciwego Jakuba, wyłażącego ze skrzyni, bladego z wściekłości, okurzonego mąką, która go czyniła śmiesznym i pozbawiała jego rozpacz godności. Wyobraźcie sobie jego żonę i córkę zbezczeszczone, dziecko skrwawione, podrapane, nieraz zagryzione przez rozszalałego kota... Biada chłopu — dodaje historyk — którego żona była jeszcze młoda, a córka już dorosła!» Bonnemére 296. Dla tych i tym podobnych «figlów» panowie feudalni mieli filozoficzne usprawiedliwienie. «Kto mógł powiedzieć: ten człowiek jest mój, mam nad nim prawo życia i śmierci, ta kobieta jest moja, dzieci, które ona rodzi, są moje, mógł również dodać: ja mogę wziąć z niej daninę przyjemności i zapłodnić jej łono, którego płód do mnie należy». A. Sugenheim, Geschichte der Aufhebung der Leibeigenschaft u. Hörigkeit in Europa, Petersburg 1861, 103, 119. Por. w związku z powyższym wykładem A. Tourmagne, Histoire du servage, Paryż, 1879, str. 63—65, 71, 92—106."

Pozycja Zakonnic i Zakonników zależy od ich wykształcenia. Tym którzy skończyli podstawówkę Przełożeni dają zatrudnienie w kuchni bądź utrzymanie domów zakonnych i ich otoczenia (sprzątanie, prace w związane z utrzymaniem ogrodów, w tym uprawa warzyw)., a niekiedy zajmują się opieką chorymi - bądź opieką dziećmi. Tych, którzy posiadają średnie bądź wyższe wykształcenie prowadzą Kancelarie Parafialne, opiekują się zbiorami w Bibliotece Zakonnej czy Parafialnej, a niektóre prowadzą lekcje religii w Szkole. Zakony prowadzą też Przedszkola i Licea Ogólnokształcące. A więc wybór jest duży. Jeśli którejś z tych osób nie odpowiadają zajęcia, o których mowa może po prostu odejść z Zakonu, zwłaszcza jeśli nie czuja już powołania do służby Panu Bogu w tej formie. Więc, po co ten raban? Komu on służy?

Wszystkie religie traktują kobiety, jak mówił wielki ojciec naszego narodu, drugi, a nawet trzeci, czwarty sort! A tymczasem obłudnik papa wprowadza nowe święto! "Na całym świecie będzie obchodzone wspomnienie Maryi Matki Kościoła"! Trzeba wiedzieć, katolikom zwłaszcza przypomnieć, że matka wirtualnego Jezusa, uznana została przez kościół dopiero kilka wieków po rzekomej śmierci wirtualnego Jezusa!

Prawa natury i prawa kościoła katolickiego nie przystają do siebie.Są na przeciwnych biegunach.Natura niestety zwykle upomina się o swoje czy tego chcemy czy nie . Niecne zachowania wielu zakonnic np.wobec dzieci w sierocińcach to efekt dominacji kapłanów próbujących zatuszować swoje występki i afery. Nie są to tylko sprawy sprzed 50 czy 100 lat do tyłu ale i obecnie w XXI wieku.

Bykowe to zła propozycja, ale dobrą propozycją jest to by bezdzietni płacili alimenty za swoje dzieciństwo tak zapłacą tylko za siebie i dzieci nie okradną. Życie człowieka ma 2 okresy nieprodukcyjne to dzieciństwo i emerytura i nie wystarcza na jeden z nich zapracować a drugi ukraść nowym dzieciom! Polacy(i świat cały) powinni dwa ZUS płacić jeden na swoje dzieciństwo ten to własność nowych dzieci nikt z nas tego nie płaci zasłaniamy się tylko tym, że to my dzieciom pomagamy a drugi na swoją emeryturę.
Tyle ile rodzice "dają" dziecku w dzieciństwie "odbierają" w swoich emeryturach to matematyka! ZUS OFE płacimy na rodziców a na swoją emeryturę musimy wychować dzieci, bo to one płacąc ZUS OFE na swoje dzieciństwo nam emeryturę zapewnią to matematyka!

w tym liceum to co robisz -bo ani się ani innych przecież nie uczysz jak widać z twej wypowiedzi

"W Watykanie nikt nigdy nie konsultuje się z nami. Pierwszy zrobił to papież Franciszek - podkreśliła pochodząca z Malty siostra Sammut w rozmowie z największym włoskim dziennikiem".

No właśnie, te konsultacje z poddanymi to nic dobrego. W dodatku nic dobrego dla nikogo, ani dla poddanych, ani dla władcy. Kiedyś wiedział o tym każdy król.

Pracuje w firmie Site manager
Życie jest łatwiejsze niż się wydaje. Wystarczy godzić się z tym, co jest nie do przyjęcia, obywać się bez tego co niezbędne i znosić rzeczy nie do zniesienia...
Trzeba przeżyć swoje życie, takie jakie jest...
Ludzie wierzą, że aby osiągnąć szczęście, sukces.. , trzeba wstawać rano. Otóż nie - trzeba wstawać w dobrym humorze

To jak KK traktuje kobiety w tym oczywiście zakonnice nie ma nic dziwnego. Warto poczytać sobie na ten temat Ojców Kościoła co myślą o kobietach - ,,nieudany samczyk" . ,,zepsute nasienie"... Patologia.

Poczytaj sobie, co feministki sądzą o "samcach", takich jak ty i ja i przestań kszanić farmazony.

Supervisor w firmie Sinsay
Sylwester Molak . Kogo bronisz ? Seksualnych dewiantów w sutannach?. Ma racje Twój adwersarz pisząc jak kler traktuje kobiety !!. Dla nich one zawsze były źródłem zła, pomocnikiem szatana itd. Wiesz dlaczego ?. Bo księża w dużej części to geje , pedofile lub inni dewianci . Tacy kobiet nie szanują, one ich nie rajcują. Co innego 12 letni chłopczyk, czy seminarzysta . Poczytaj co nieco,  posłuchaj o ludzie mówią a będziesz mądrzejszy . Wielu księży to porządni ludzie i wiedza. Po co są? Ale dużą część to tacy o jakich pisze powyżej, także ci z Watykanu a może głównie oni !. .

Jak głupie, to niech zapieprz...
Dopiero teraz przejrzały na oczy?
Rychło w czas.

Brawo siostrzyczki dość WYZYSKU jak chcą mieć czyste ~~ gacie ~ UGOTOWANY OBIAD to albo niech sam sobie wypierze LUB UGOTUJE oni myślą że żyją jeszcze w średniowieczu
tylko kasa ich interesuje a ciemnota na silę wciska im ciężko zarobione pieniądze
mohery pobudka to już jest xxi wiek!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1

Biedne.
Jak się uciekało pod habit, żeby się nie tłumaczyć z lesbijskości, to tak mają. Zresztą zakony w ten sposób się utrzymują. Bez pracy nie ma kołaczy.

Jeżeli zakonnica pyta..."Jak mamy przekazywać dobro?", znaczy to, że nie jest...KOBIETĄ:)

Jest droga wyjścia z zakonu katolickiego a można dalej służyc Bogu wystarczy ze będą wyznawac wiare zgodna z nauczaniem Nowego Testamentu i slużbe pelnić np.jako wolontariuszki, co da im więcej satysfakcji niż bycie w zakonie.

Andrzeju, w Biblii jest napisane, że:
"Wchodźcie przez ciasną bramę; albowiem szeroka jest brama i przestronna droga, która wiedzie na zatracenie, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. A ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do żywota; i niewielu jest tych, którzy ją znajdują. Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w odzieniu owczym, wewnątrz zaś są wilkami drapieżnymi! Po ich owocach poznacie ich."
Czy nie zastanawia cie szczególnie wypowiedz "i niewielu jest tych, którzy ją znajdują"?
Z tego wynika, ze katolicy nie znajdują drogi do żywota, lecz masami (cały ich miliard) brną ku zatraceniu.

Supervisor w firmie Sinsay
Zakony to chory pomysł. Jak ktoś chce żyć tylko Bogiem, nic nie stoi na przeszkodzie, aby robił to w normalnych warunkach a nie żerował na społeczeństwie, które musi na nich łożyć?. Zresztą to dotyczy także kleru. Oni powinni żyć normalnie pracując a zajęcia związane z ewangelizacją powinny, być traktowane jak hobby, jak dodatkowe zajęcie wykonywane poza obowiązkami zawodowymi i za które w żaden sposób nie powinni brać pieniędzy. Tylko wtedy mogą być wiarygodni. Patrząc np. na Głodzia, ale nie tylko na niego, nawet najgorętszy wierny może stracić wiarę?!.

Pracuje w firmie MKS Cracovia SSA
To co chcą robić? Większość zakonnic nie ma wyższego wykształcenia. Te, które takowe posiadają, zostają przełożonymi swoich domów i zgromadzeń zakonnych. Kobietom w stanie duchownym jest trudniej. Tylko niech ktoś mi powie, czym miałyby się zajmować kobiety pochodzące z prostych rodzin? Teologii uczyć nie będą, mszy nie mogą odprawiać, sprawować sakramentów także nie. Mogą uczyć w szkole, ale do tego muszą mieć magisterium. Chętnie widziałbym zakonnice przy innych pracach jak prace porządkowe i gospodarcze. Tylko proszę mi podać podstawę.






sobota, 2 grudnia 2017

ZANIM OSĄDZI BÓG - Komentarze...309





ZANIM OSĄDZI BÓG

Po śmierci ukarani zostali: Teresa Parszczyńska, bo za dużo piła i kłóciła się z księdzem. Daniel Matyjasik, bo nie chodził do kościoła. I mały Ksawery, bo rodzice żyli bez ślubu. Jeden z księży skwitował to tak: w Kościele przecież musi istnieć gradacja wiernych.

 
Elżbieta, córka Teresy Parszczyńskiej, mówi, że ksiądz swoje urazy powinien odstawić na bok. "Wyszło na to, że to ja byłam mądrzejsza od księdza" - mówi  
       
1.

Był rok 2009. Teresa, 68-letnia mieszkanka Warcina, maleńkiej wsi niedaleko Słupska, zmarła tuż przed Wigilią. Nocą, gdy wracała od znajomych, upadła na skrawku zaśnieżonego pola. Straciła przytomność i zamarzła. Jej zwłoki bliscy znaleźli nad ranem, dwieście metrów od domu.

- Pod koniec życia coraz więcej piła i czasami znikała na dłuższą chwilę - przyznaje córka pani Teresy, Elżbieta. - Ona tak naprawdę uciekała przed samą sobą. Była estetką, a alkohol odebrał jej wszystko, co kochała. Nie mogła już patrzeć ani na siebie, ani na świat, który ją otaczał.

Tamtej nocy nikt nie zdołał jej upilnować. To była śmierć, która - mówi dziś jej córka - nie miała prawa się wydarzyć.
Tuż przed świętami rodzina Parszczyńskich wzięła się za organizację pogrzebu pani Teresy. Ksiądz Jerzy Urbański, który w Warcinie był proboszczem, wysłuchał ich oczekiwań ze spokojem, po czym  kategorycznie nie zgodził się, by trumnę z ciałem Teresy wnieść do kościoła. Odmówił też poświęcenia grobu i uczestnictwa w ostatnim pożegnaniu.

Córka: - Mama miała z proboszczem pewne zatargi. Kiedyś zbyt głośno pyskowała na jego temat. Dowiedziała się, że ksiądz nie chciał kogoś pochować i powiedziała o kilka słów za dużo. Poza tym piła.  Przestała chodzić do kościoła. Pogubiła się. Ja tłumaczyłam księdzu, że przecież alkoholizm to choroba i do takiej osoby także należy wyciągnąć rękę. Nie chciał słuchać. Zemścił się na mojej mamie po jej śmierci.

Przez święta rodzina pani Teresy modliła się, by proboszcz zmienił zdanie i zgodził się na godny pochówek. Bezskutecznie. Pomóc chciał ksiądz z pobliskiego Barcina, ale bez zezwolenia nie miał prawa niczego zrobić.
Pogrzeb odbył się jeszcze przed Nowym Rokiem. Msza w intencji zmarłej trwała 20 minut. Jej imię wspomniano jeden raz. Rodzina i sąsiedzi byli w szoku. Tak przebieg mszy relacjonowali dziennikarze "Głosu Pomorza", którzy opisali całą sprawę: "Mieszkańcy wsi byli zbulwersowani, gdy wychodzili z kościoła. Niektórzy krzyczeli, że ksiądz nie ma serca".

Elżbieta: - A wie pan, że mama była gorliwą katoliczką? Słuchała Radia Maryja i często się modliła. Jakby pan do domu do niej zajrzał, to pierwsze w oczy rzuciłyby się religijne figurki.

Po świętach córka zaprosiła ks. Jerzego do siebie do domu, po kolędzie. Czekała na niego z ojcem, przy nakrytym stole. Ksiądz nie przyszedł. W "Głosie Pomorza" tłumaczył, że w Kościele musi istnieć gradacja wiernych, a "gorliwi katolicy powinni być lepiej traktowani od niepraktykujących".

Pani Elżbieta przyznaje, że choć studiów teologicznych nie kończyła, widzi to inaczej. - Uważam, że ksiądz swoje urazy powinien odstawić na bok, a człowieka potraktować tak, jak uczy Ewangelia. Nieważne, kim była moja mama! Jako osoba duchowna powinien być zdolny do przebaczania. Jesteśmy śmiertelnikami i zdarza się nam popełniać błędy, sam ksiądz tak na mszach opowiadał. Więc dlaczego po śmierci to on ją osądził?

- Wyszło na to - kwituje Elżbieta - że to ja byłam mądrzejsza od księdza.
Czy w Kościele musi istnieć gradacja wiernych? Pytamy w Kurii Biskupiej w Koszalinie, która reprezentuje parafię w Warcinie. Ks. Wojciech Parfianowicz nie chce zabierać głosu. - Nie znam okoliczności i kontekstu tamtych wydarzeń - tłumaczy. Odsyła nas do wywiadu, jakiego Katolickiej Agencji Informacyjnej udzielił ks. Arkadiusz Chwastyk.

"Przyjęcie ostatnich sakramentów to dla człowieka, a może nawet dla jego bliskich, najważniejsze wydarzenie ostatnich lat życia – mówi w nim ks. Chwastyk. - To spotkanie powracającego dziecka z miłosiernym Ojcem. Otwarcie się na łaskę sakramentalną przywraca człowiekowi prawdziwe życie, życie wieczne. Umacnia wiarę, nadzieję i miłość".

2.

Agnieszka Matyjasik z Kościołem nie chce mieć nic wspólnego i mówi, że swoich dzieci też nie ma zamiaru do niczego przymuszać. Od 2008 r. mieszka w Niemczech. Cieszy się na rozmowę, bo skoro inni chcą opowiadać, to i ona wróci do wspomnień z pogrzebów swojego ojca i brata.

Obaj mieszkali w Brzeźnie, w okolicach Konina. W połowie lat 90. we wsi pojawił się ks. Andrzej Walczak. Młody, obrotny, obiecywał zmiany na lepsze.

-  Ludzie chcieli mu pomóc, bo sprawiał wrażenie bardzo konkretnego człowieka - wspomina Agnieszka. - Zbierał na wsi coś w rodzaju daniny. Rolnicy oddawali mu swoje plony, pamiętam stukilowe worki pszenicy. Prawą ręką ks. Walczaka był Sławomir Matyjasik, brat mojego ojca. Zajmował się zbieraniem datków: ziemniaków, zboża i innych dóbr, które mogły przydać się w parafii. Wszyscy mieliśmy poczucie, że Walczak chce pchnąć tę naszą wieś do przodu - mówi Agnieszka.

Jerzy, ojciec Agnieszki, który regularnie odbywał piesze wycieczki na Jasną Górę, też do pewnego momentu był w dobrych stosunkach z księdzem. Poszli na noże dopiero, gdy proboszcz, tuż po wizycie duszpasterskiej, obruszył się na widok stu złotych zostawionych w kopercie. Zerknął na Jerzego ze zdziwieniem i rzucił zdenerwowany: "Jurek, ty taką ziemią na wsi władasz, a na Kościół stówkę dajesz?". Jerzy nie wytrzymał.

- Prawdę mówiąc, tata po prostu wyrzucił go za drzwi. Na odchodne krzyknął jeszcze, że jego na takie papierosy, jakie pali ksiądz, nie stać. Bo Walczak czerwone marlboro wtedy kupował. Następnym razem proboszcz już nas nie odwiedził - opowiada Agnieszka.

Ale dwa lata później Jerzy, który chorował na raka płuc, niespodziewanie zmarł.
Róża, siostra Agnieszki i córka pana Jerzego: - Wtedy się zaczęło. Ksiądz spytał nas, czy ojciec spowiadał się w okresie jednego roku przed śmiercią. Bo jeśli nie, to on normalnego pogrzebu nie odprawi. Tłumaczyliśmy, że na pewno był u spowiedzi w święta wielkanocne, ale wtedy ksiądz zażądał dowodu. Nawet nie mieliśmy czasu płakać po tacie, tylko rzuciliśmy się na poszukiwania papierka.

Przez kilka dni rodzina staje na głowie, by coś znaleźć. Dociera do księdza, szpitalnego kapelana, który potwierdza, że mężczyzna podobny do Jerzego rzeczywiście się u niego spowiadał. Ale potwierdzić tego na piśmie nie chce, bo przecież słuchając grzechów, o imię i nazwisko wiernych nie wypytuje.


Czas leci, w końcu decydują, że ojca pochowają gdzie indziej. W kościele w Starym Koninie zostają odprawieni z kwitkiem, bo to nie ich parafia. W jednym z pobliskich klasztorów ksiądz wyraża chęć pomocy, ale przyznaje wprost: proboszczowi Walczakowi się nie postawi.

Zrezygnowana rodzina na ostatnie pożegnanie udała się wprost z prosektorium. Zwłoki Jerzego bezpośrednio na cmentarz przewieźli pracownicy zakładu pogrzebowego.

Róża: - Ksiądz zabronił nam wnieść trumnę do kościoła. W oczach sąsiadów zostaliśmy naznaczeni do końca życia.

Róża: - Ksiądz zabronił nam wnieść trumnę do kościoła. W oczach sąsiadów zostaliśmy naznaczeni do końca życia.

 Foto: Materiały prasowe
Proboszcz w życiorysie Daniela dopatrzył się wielu grzechów: przed śmiercią nie zawarł związku małżeńskiego, żył z kobietą na kocią łapę, nie chodził do kościoła. Fot. archiwum prywatne

3.

Minęły lata i wtedy zemsta dopadła także Daniela, syna Jerzego.
Miał 33 lata i prowadził spokojne życie. Nawet z księdzem przez lata starał się odbudować dobre relacje. Jak we wsi przyszło do budowy nowego kościoła, to w formie darowizny przekazał proboszczowi drewno topolowe na pokrycie dachu. Transakcja miała zakopać dawne zaszłości.
Agnieszka przyznaje, że choć rozumiała brata, to była na niego wściekła. - Jako rodzina powinniśmy odwrócić się od księdza, bo już dość zła nam wyrządził. Ale z drugiej strony Daniel bał się o dzieci, które trzeba było posłać do komunii. A faktycznie tutaj Walczak żadnych kłopotów mu nie robił. Brat kupił sobie święty spokój.

W marcu 2008 roku Daniel zginął w wypadku samochodowym, dokładnie w dzień urodzin swojej drugiej siostry Róży. Wyjeżdżał do pracy, na śliskiej drodze zderzył się z ciężarówką.

Bliscy byli przekonani, że załatwienie pogrzebu tym razem będzie formalnością. Od śmierci Jerzego upłynęło dziesięć lat, poza tym ksiądz za darowiznę na rzecz parafii był Danielowi wyraźnie wdzięczny. Przeliczyli się.

Proboszcz w jego życiorysie dopatrzył się wielu grzechów: przed śmiercią nie zawarł związku małżeńskiego, żył z kobietą na kocią łapę, nie chodził do kościoła – i tak jak ojciec, na pogrzeb z pełnym obrządkiem nie zasłużył. Drewno topolowe, szeptali potem ludzie, poszło na marne.

Agnieszka: - Brat był hydraulikiem. Pracował w prywatnej firmie, która obsługiwała spółdzielnię mieszkaniową w całym Koninie. Przez dobrych kilka lat w okolicy innego hydraulika nie mieli. Dlatego Daniel harował i w niedziele, i święta. A ślub? Marzył o tym. Z narzeczoną wychowywał dwójkę małych dzieci. Ceremonię planowali na następny rok.

Proboszcz tych argumentów słuchać nie chciał. Obiecał, że odprawi mszę pogrzebową, ale nie zgodził się na umieszczenie trumny w kościele. Nie zgodził się też na otwarcie drzwi świątyni, by trumnę na zewnątrz było widać spod ołtarza.

Ostatecznie mszę w imieniu proboszcza odprawił miejscowy wikary. Telewizja TVN24 i lokalne media wyemitowały nagrania z pożegnalnej mowy, którą wówczas wygłosił. Duchowny ubolewał, że Daniel  "przez lata nie zawarł związku małżeńskiego" i "nie znajdował czasu na kościół". W pewnym momencie wikaremu przerwała zrozpaczona matka. "Dosyć! Proszę o błogosławieństwo! To Bóg go osądzi".

Róża Marciniak: - Ciało brata spoczywało w kaplicy w Brzeźnie, takiej niby-chłodni kilometr od parafii. Zawieźliśmy trumnę na cmentarz i mimo ustaleń chcieliśmy ją wnieść do kościoła. Ksiądz nie pozwolił, więc z siostrą otworzyliśmy drzwi wejściowe. Tak, żeby brat był bardziej obecny. Sporo ludzi w geście solidarności podczas mszy wyszło z kościoła i stanęło przy zwłokach Daniela. Nigdy im tego nie zapomnę. Podeszła wtedy do mnie 80-letnia sąsiadka, która mogła mieć mnie za gówniarę i szepnęła mi do ucha: "może to, co powiem będzie ciężkim grzechem, ale ksiądz nie powinien tak się zachować".

Gdy rodzina modliła się jeszcze nad grobem, ksiądz wybiegł i bliskich Daniela zostawił samych. Spieszył się gdzieś, po drodze zdejmował sutannę, wsiadł do auta i odjechał.

Proboszcza Walczaka w plebanii odwiedzili za to reporterzy TVN24. Tylko rozkładał ręce: - Jeśli on całe życie nie chodził do kościoła, nie interesowały go msze święte, za życia mu to nie było potrzebne, ani nic, to przecież... – nie dokończył, przed kamerą zatrzasnął drzwi.
Agnieszka: - Powiedziałam sobie, że ja nie dam się tak traktować. Dosyć tego. Położyłam dzieci spać. Będą dorastać już z daleka od naszej wioski. Nie obchodzi mnie, co ludzie pomyślą, ja nie chcę, żeby kiedykolwiek miały do czynienia z tym księdzem. Zabieram je do kościoła tylko wtedy, gdy są większe uroczystości. Kiedyś same dokonają wyboru. A ksiądz niech się wstydzi, że z dobrych ludzi po śmierci zrobił przestępców.

Dzwonię do ks. Walczaka. Odbiera telefon, ale gdy mówię, że chcę porozmawiać o rodzinie Matyjasików, słyszę „do widzenia”. Ksiądz odkłada słuchawkę.



 
Foto: Materiały prasowe
W trakcie pogrzebu Daniela część ludzi wyszła z kościoła i stanęła przy jego trumnie. Fot. Archiwum prywatne

4.

Czy duchowny ma prawo odmówić pogrzebu zmarłemu, gdy w jego życiorysie dostrzeże rysy?

O. Krzysztof Mądel, jezuita i filozof rozkłada ręce: - Nie. Wyjątek może stanowić jedynie przypadek apostazji i poważnego publicznego zgorszenia. Ale nie chodzi tu o opuszczanie niedzielnych mszy czy życie pod jednym dachem bez ślubu, lecz o poważne przewiny: jak na przykład przynależność do grupy przestępczej, która zabija ludzi.

Podobnie widzi to o. Grzegorz Kramer, inny z jezuitów. - Ksiądz nie może odmówić pogrzebu z powodów błahych. Jak sama nazwa wskazuje, pogrzeb katolicki jest przewidziany dla katolika.  A więc można odmówić go komuś, kto publicznie odszedł od Kościoła katolickiego. To, że ktoś popełniał złe rzeczy, nie jest powodem. Chyba że robił to celowo i publicznie, tak naprawdę deklarując, że z Kościołem i Bogiem nie chce mieć nic wspólnego. Wtedy należy uszanować jego deklaracje.
- Tak naprawdę każda sytuacja jest inna. Czasem katolicki charakter pogrzebu najbardziej jest potrzebny samej rodzinie zmarłego - puentuje o. Kramer.

 
Foto: Materiały prasowe
Ksiądz nie zgodził się, by trumnę z ciałem Daniela umieścić w kościele. Fot. archiwum prywatne 

5.

Ksawery żadnych błędów nie zdążył popełnić. Zmarł w wyniku śmierci łóżeczkowej po sześciu tygodniach życia. Rozwijał się prawidłowo, ale w pewnym momencie przestał oddychać. Dwie bitwy o Ksawerego stoczyły zespoły lekarskie z Wągrowca i Poznania, obie skończyły się klęską.

- Jak tylko małego karetka przywiozła do Poznania, natychmiast wsiadłem w samochód i popędziłem do szpitala. Dojeżdżałem do miasta, gdy go reanimowali. Gdy mijałem bramki parkingu, zadzwonił mój syn i powiedział, że już nie zdążę - wspomina Mirek Andruszewski, dziadek Ksawerego. – Myślałem, że nic gorszego nie może się wydarzyć.

- A potem – mówi Mirek - poszliśmy do księdza, żeby Ksaweremu zorganizować pogrzeb.

Przebieg rozmowy z proboszczem z Wągrowca zrelacjonował w emocjonalnym liście, przekazanym później redakcji  "Tygodnika Wągrowieckiego". Wynika z niego, że ksiądz wytknął rodzicom chłopca brak ślubu, nieprzyjmowanie kapłana po kolędzie i bronił się, że to nie jego parafia.

Do księdza Mirek poszedł z synem Patrykiem i jego partnerką, rodzicami Ksawerego.
On sam jest mocno wierzący, w młodości był nawet ministrantem, ale księdza faktycznie od lat nie przyjmował. Od dawna błąkał się po obczyźnie: był w Irlandii Północnej, później w Niemczech, w Wągrowcu tak naprawdę bywał tylko gościem. - Myśli pan, że z własnego wyboru? No nie, my z rodziną od siedemnastu lat jeździmy za chlebem. Zwiedzamy świat nie z luksusu, a z biedy - mówi Mirek.

- Jak tłumaczyłem to księdzu, to zapytał, czy mamy czas obchodzić Boże Narodzenie. Odparłem, że oczywiście, to dla nas bardzo ważne. Uśmiechnął się: "No, to kolędę można porównać do świąt. Powinniście się państwo wszyscy zjechać i księdza przyjąć". Ręce mi opadły, bo w ogóle nie spodziewałem się takich dyskusji.
Rozmowa zrobiła się nerwowa. Ksiądz zapytał o chrzest. Mówili, że chłopiec został ochrzczony dopiero w szpitalu w Poznaniu, na krótko przed śmiercią. Wcześniej nie zdążyli…

Wtedy ksiądz wyjął teczkę. Pokazał im, że uchylają się od wizyt duszpasterskich. Oniemieli. To był koniec rozmowy. Na odchodne ksiądz miał jeszcze rzucić do syna Mirka: "z partnerką nie macie nawet ślubu, więc jakim pan jest ojcem?".

Niczego z księdzem nie ustalili. Mirek: - Nie chodziło o nas. On odmówił niespełna dwumiesięcznemu dziecku. Powiedział jeszcze: "Możecie go pochować u siebie w Niemczech, gdzie chcecie, ale Ksawery do mojej parafii nie należał".
Wtedy rodzina się wściekła, a Mirek napisał skargę do prymasa Wojciecha Polaka, Episkopatu i papieża Franciszka.

Sam ksiądz, pytany o tę sprawę przez "Tygodnik Wągrowiecki", odmówił komentarza. Podobnie proboszcz, który tłumaczył, że nie był świadkiem zdarzenia. Dopiero w "Gazecie Wyborczej" stwierdził: "Pan Mirosław mieszka w Niemczech, a pan Patryk nie umiał określić parafii, do której należy. W związku z powyższym, ks. wikariusz poprosił o zgodę na pogrzeb dziecka z parafii zamieszkania jego rodziców. Ksiądz nie odmówił zatem pogrzebu, a jedynie poprosił o dopełnienie koniecznych formalności".

Mirek twierdzi, że to manipulacja. - Najpierw proboszcz publicznie stwierdził, że nie słyszał naszej rozmowy z wikariuszem, a później opowiadał o niej, jakby był jej świadkiem. Dla mnie to już było za dużo: kłamstwa, szyderstwo, to wynoszenie się ponad nas. Napisałem do swojego księdza, że dokonuję apostazji. Jestem wierzący, w Niemczech płacę na Kościół, ale w Polsce więcej nie chcę już mieć z nim nic wspólnego.

Ksawery został pochowany w Wągrowcu, ale przez innego księdza. Ten nie robił kłopotów. - Był bardzo miły. Zapytał tylko o akty chrztu i zgonu. Te dwa dokumenty wystarczyły mu, żeby zorganizować pogrzeb. Nie interesowało go, kim jesteśmy i skąd przychodzimy. Pytał o Ksawerego, który od Boga dostał tak mało czasu, że nie zdążył nikogo skrzywdzić. Ale wystarczająco, by skreślili go inni – mówi Mirek.
  
6.

O Teresę, Jerzego, Daniela i Ksawerego pytamy w Episkopacie. Ks. Paweł Rytel-Andrianik w odpowiedzi przesyła mi wykładnię dotyczącą pogrzebów w Kościele:
"Wierni zmarli powinni otrzymać pogrzeb kościelny, zgodnie z przepisem prawa. Kanon określa, że pogrzeb kościelny jest prawem każdego wiernego, który odchodzi z tego świata. (...) Prawo to może zostać w pewnych konkretnych przypadkach ograniczone".

Z prawa kanonicznego:
"Jeśli przed śmiercią nie dali ż̇adnych oznak pokuty, pogrzebu kościelnego powinni być pozbawieni:
- notoryczni apostaci, heretycy i schizmatycy;
- osoby, które wybrały spalenie swojego ciała z motywów przeciwnych wierze chrześcijańskiej;
- inni jawni grzesznicy, którym nie moż̇na przyznać pogrzebu bez publicznego zgorszenia wiernych".

Pytamy ks. Rytla-Andrianika: - Ale czy takie przewiny jak alkoholizm, który jest chorobą, niechodzenie do kościoła albo życie z partnerem bez ślubu - powinny mieć wpływ na formę pogrzebu, nawet jeśli chodzi tylko o jego ograniczenie?

- To jest kwestia do rozeznania w świetle dokumentów - mówi ksiądz.
- Ale tak po ludzku, czy w obliczu śmierci życie na kocią łapę ma znaczenie?
- Skromniejszy pogrzeb nie oznacza jego odmowy. Tym bardziej że kapłani modlą się za wszystkich swoich parafian - żyjących i zmarłych.

7.

Kilka miesięcy po pogrzebie swojego malutkiego wnuka Mirek dostał odpowiedź z Watykanu. Na zdobionym papierze papiescy urzędnicy wyrazili współczucie i złożyli mu kondolencje.

Chcesz porozmawiać z autorem albo podzielić się swoją historią? Napisz! janusz.schwertner@grupaonet.pl


KOMENTARZE:

~o : Z kościołem rozstałam się ponad dwadzieścia lat temu, jak tylko przeszłam na własny garnuszek. W kościele nie ma Boga. Gdyby był to pozwoliłby zamknąć drzwi przed wiernymi do swojego domu jakiemuś ważniakowi z kurii? Tak jak to było w przypadku parafian popierających księdza Lemańskiego? Czy gdyby tam był Bóg to ten klecha odważyłby się odciąć go od jego "dziatek"? Kościół i to każdy jeden bez względu czy katolicki, czy żydowski, czy muzułmański to jest jedynie instytucja finansowa nastawiona na zysk i walkę o władzę. Żebyście zanieśli kasę do banku to musi Was zachęcić oprocentowanie. W sklepie kupujecie konkretny towar, a w kościele kupujecie obiecanki. Ja z kościołem skończyłam ponad 20 lat temu. Podczas tzw, wizyty duszpasterskiej poinformowałam księdza, aby moje mieszkanie zostało wykreślone z jej porządku i to przyjął do wiadomości, nie przychodzą. Rodzinie tej najbliższej zastrzegłam, że ani się ważą po mojej śmierci organizować religijny pogrzeb. Od czasu do czasu zdarza się mi bywać na ślubach czy pogrzebach w kościele, ale traktuje to jako swoisty folklor i siedzę sobie gdzieś z tyłu, ale w obrządku nie uczestniczę. Mam takie swoje motto: nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe i tak sobie żyje według tej zasady.

~o do ~45+: Jak byłam na utrzymaniu rodzicieli to mnie do chodzenia do kościoła zmuszali. Od dziecka nie lubiłam tej instytucji. Widział ktoś tego Boga, tego, o którym w kościele mówią, że jest, że jest dobry, sprawiedliwy, a czy dzisiejszy świat jest dobry i sprawiedliwy? Czy w kontekście instytucji, jaką jest kościół można mówić o równości o sprawiedliwości, o solidarności? Na ambonach gęby pełne frazesów, a real to już inna bajka. Jak umiera dziecko to wola Boga, bo wezwał je do lepszego świata? Jak się rozbił samolot w Smoleńsku to zamiast woli Boga jest zamach? Już nie mówią, że Bóg tak chciał? To jest właśnie ta cała obłuda.

~o do ~45+: Co to znaczy żyć po bożemu? Ja żyję po swojemu i nie szkodzę nikomu, pomagam i ludziom i zwierzętom w miarę możliwości finansowych, bo chciałabym robić dla nich dużo więcej, ale milionerką nie jestem. Od 24 lat z tym samym mężczyzną u boku, bez zdrad, bez kłótni, chociaż w związku partnerskim, a inni przysięgają przed ołtarzem, a potem zero poszanowania dla rodziny. Gdyby przynajmniej co druga osoba żyła tak jak ja i kierowała się nie tylko swoim dobrem jako dewizą nadrzędną to świat byłby o wiele lepszy.