Translate

niedziela, 7 sierpnia 2022

Była świadkiem Jehowy - "Chciałam, by babcia zmarła przed Armagedonem" - SEKTY

"Chciałam, by babcia zmarła przed Armagedonem". Była świadkiem Jehowy

Mimo że pierwsza myśl na ich temat u wielu to "sekta", są oficjalnie zarejestrowanym związkiem wyznaniowym. Jeszcze niedawno wolałaby umrzeć niż mieć przetoczoną krew. Tego w końcu zakazywała jej wiara. Od 13. roku życia walczyła z myślami samobójczymi. Potem doszła do tego depresja. Stres i lęk pozostają w niej do dziś. - Oni programują cię trochę tak, że informacje, nagłówki ze świata, zdjęcia wojen, katastrof to impuls wywołujący odpowiednią reakcję - myślisz, że nadchodzi Armagedon. Jak jesteśmy w zdrowym stanie ducha, można nad tym panować, ale bywa też trudniej - mówi Sara Andrychiewicz. Kobieta cztery lata temu opuściła zbór świadków Jehowy.

W ubiegłym roku na całym świecie liczył on prawie 8,7 miliona głosicieli w 119 tysiącach zborów. W naszym kraju to około 114 tys. głosicieli w blisko 1300 zborach.


Zanim zaczniemy, warto przytoczyć kilka pojęć charakterystycznych dla tego tematu:

- głoszenie - świadkowie chodzą na nie regularnie, pukając od drzwi do drzwi, chcąc rozmawiać o Bogu;

- zgorszenie - często doświadczają go bracia i siostry w zborze. Przykład? Gdy moja rozmówczyni - we wpisie na blogu - użyła sformułowania "romans z Warszawą", jedna ze świadkiń poczuła się zgorszona;

- Armagedon - według świadków to nadchodząca wojna między Bogiem a rządami ludzkimi. Ci, którzy nie należą do organizacji, zginą;

- "Strażnica" - religijne czasopismo pokazujące poglądy świadków. Jego celem jest "uwydatnienie pozycji Jehowy jako Władcy Wszechświata";

- ludzie ze świata - wszyscy niebędący świadkami;

- odstępcy - są nimi moja rozmówczyni, jej mąż, dzieci, rodzice i wszyscy inni, którzy odeszli ze zboru. Świadkowie nie mogą utrzymywać z nimi kontaktu.

Odstępcy z wyboru

Sara ma trzydzieści lat. Miano "odstępcy" oficjalnie zyskała w 2018 roku. Do organizacji należała od urodzenia. Tam też poznała przyszłego męża, Edwina. Razem prowadzą kanał na YouTube o nazwie "Światusy". Publikują też na Instagramie i TikToku. Tematyka? Świadkowie Jehowy - pół żartem, pół serio, pokazanie ich rzeczywistości oraz technik manipulacji z perspektywy kogoś, kto był w środku.

Jak podkreśla, proces wyjścia ze zboru stopniowo przybierał na sile.

- Ostatni raz na głoszeniu byłam w grudniu 2016 roku, ze starszą - wtedy 5-letnią - córką. Mąż rzadko chodził już na zebrania. Bałam się, że nasze małżeństwo nie przetrwa, bo ma inne poglądy. Pewnego dnia podsunął mi test na to, czy organizacja, w której jestem, to sekta lub grupa destrukcyjna. "Nie o świadkach, ale sprawdź" - podkreślił. Skusiłam się, a potem czytałam dosłownie wszystko. Wiedziałam, że nie mogę dalej chodzić na zebrania czy właśnie głoszenie. Na te pierwsze zajrzeliśmy jeszcze dwa razy. Naciskano na nas, pytano, dlaczego nie uczestniczymy w życiu zboru.

Opuszczenie go wiąże się z ostracyzmem. Z dnia na dzień tracisz przyjaciół i znajomych, którym zakazano z tobą rozmawiać.

- Na początku miałam mętlik w głowie i dziesięć otwartych przekładów Biblii. Demaskowałam to, co do tej pory uważałam za słuszne.

"Hobby na pełen etat"

Sara walczy też z depresją. Myśli samobójcze towarzyszyły jej od 13. roku życia. Obawiała się też o przyszłość swoich córek - po przypadku molestowania seksualnego zbór nie zareagował odpowiednio.

- Nie jest tak, że bycie w organizacji = depresja, ale w przypadku osób wrażliwych, z obciążeniami genetycznymi, to życie w ciągłym poczuciu winy, stresie, lęku, przemęczeniu fizycznym. Pomyśl, pracujesz do 17. Wracasz, bierzesz dziecko i wychodzisz na zebranie. W domu jesteś z powrotem o 21:30. To hobby na pełen etat. A takie wycieńczenie nie poprawia twojego stanu. Znam w zborze wiele osób leczących się na depresję psychiatrycznie. Terapia to dla świadków za dużo. Musieliby szukać głębiej jej powodów. Dlatego biorą głównie leki. Czasem mówią: "Byle doczekać do końca, do Armagedonu".


Sara i Edwin odeszli ze zboru świadków Jehowy /archiwum prywatne

- A gdyby tak skorzystać z pomocy, ale świadka-terapeuty? - pytam.

- Nie znam, choć podobno są. Jednak byłabym dość sceptyczna, bo ktoś taki na pierwszym miejscu stawia dobro organizacji. Nie mogłabyś być szczera. Nie masz pewności, czy zbór nie "wygra" z etyką i tajemnicą zawodową.

Wśród świadków - nawet mocno wierzących - dochodzi do samobójstw.

- Niektórzy są tak zdesperowani, że wolą zakończyć życie. Zgromadzenie jednoznacznie nie potępia tego czynu, zostawiono pewne niedopowiedzenie. "Widocznie nic innego mu nie zostało, żadne inne wyjście. Taka osoba wciąż może mieć nadzieję na zmartwychwstanie". Pamiętam - choć tu trochę odbiegnę od tematu - że woleliśmy z Edwinem myśleć, że nasze babcie umrą przed Armagedonem. Wtedy miałyby szansę zmartwychwstać.

"Jehowie będzie smutno"

Rozmawiamy też o wychowaniu dzieci. Starsza córka Sary i Edwina przez pięć lat uczestniczyła w zebraniach i głoszeniu. Oglądając materiały edukacyjne dla najmłodszych, słyszę tylko jedno: "Jehowie będzie smutno, jeśli zrobisz tak i tak".

- Już nawet nie chodzi o to, że nie możesz wziąć urodzinowego cukierka od koleżanki z klasy (świadkowie nie obchodzą tego święta, a dzieci są uczone, że prezent mogą otrzymać każdego dnia w roku, bez okazji), tylko że za każdym razem musisz robić inaczej niż grupa, stawać okoniem. Świadków uczy się bycia posłusznym, zadowalania innych. I tu stajesz w rozkroku, bo nie chcesz sprawić przykrości znajomej, ale - z drugiej strony - wiesz, że Jehowa będzie smutny.

Pomiędzy starszą a młodszą córką Sara widzi dużą różnicę.

- W starszej ten bagaż emocji i lęku jednak pozostał. Młodsza jest przebojowa, nie da sobie w kaszę dmuchać. 11 lat temu, gdy urodziła się starsza, na zebraniach mówiono o rózdze karności. Wiele osób traktowało to dosłownie - wychodziło z dzieckiem do toalety, czy innego pomieszczenia, by dać klapsa. Trudno wymagać od dwulatka, by siedział cicho i spokojnie. Wtedy mówiliśmy z mężem wprost, że taka metoda szkodzi. Coś zaczęło w nas pękać. Groziliśmy telefonem na policję.

Edukacja seksualna? "Lepsza niż w katolickich rodzinach"

Przez całą rozmowę Sara patrzy mi w oczy. Widzę pewną siebie, świadomą kobietę. Wypracowała to już po odejściu od świadków.

- Kwestia szacunku płci pięknej w organizacji... Usłyszysz, że jesteśmy świetnym uzupełnieniem mężczyzny. W praktyce to on jest zawsze i wszędzie liderem - w domu i zborze. Są zachęty oraz przypomnienia, że mąż ma kochać żonę, być łagodny, wyrozumiały, ale jeśli chce dominować, ma do tego przestrzeń. Nawet gdy sprzątałyśmy obiekt, w którym odbywał się kongres, to i tak musiał być nad nami pan rozdający choćby środki czystości. Kolejne przykłady? Raz - podczas zebrania - spódnica leciutko podwinęła mi się przy siadaniu. Jeden z braci poprosił mojego męża na słowo. Polecił, by ten "doprowadził mnie do porządku".

Mimo mocno konserwatywnego podejścia i patriarchatu, świadkowie Jehowy mówią o edukacji seksualnej.

- Jest ona na nieco lepszym poziomie niż w katolickich rodzinach. Ostrzegają dzieci, że ktoś może je skrzywdzić, dotykać narządów intymnych i, że koniecznie muszą o tym powiedzieć rodzicom. Niestety, wątpię w czyste intencje, bo - prawdopodobnie - to pewne zabezpieczenie, gdyby doszło do przestępstwa. A seks? Oczywiście dozwolony tylko po ślubie, w parze heteroseksualnej. Pornografia i masturbacja? Zakazane.

"Po odejściu stajemy się przezroczyści"

Najgorsze rzeczy, jakich doświadczyli z mężem, będąc świadkami?

- Nie ma jednej, konkretnej. Podczas głoszenia ludzie są raczej obojętni. Nie lubiłam, gdy szłam z inną siostrą i słyszałyśmy teksty w stylu: "Chodźcie do mnie, nawrócę was", wypowiadane przez facetów z obleśnym uśmiechem. Bardzo stresująca i nieprzyjemna sytuacja. Z innej beczki... Pamiętajmy, że po odejściu stajemy się przezroczyści dla znajomych, także tych bliskich. Niektórzy przechodzą na drugą stronę ulicy, by nas nie minąć. Czekają pod sklepem, bo widzą, że robimy zakupy. Aczkolwiek czasem mówią nam "dzień dobry" i wtedy jestem w szoku.

A miłe wspomnienia? Coś wyjątkowego tylko dla tej organizacji?

- To, co dobre można robić też z ludźmi "ze świata". Często słyszymy, że przynajmniej nauczyli nas mówić do mikrofonu. Ale niebędący świadkami tego nie potrafią? Analogicznie - ogniska czy wspólne spotkania - to było przyjemne, ale w innych grupach religijnych, czy nawet "po cywilnemu" też bym tego doświadczyła.

Coming out Eks Świadkini

"Gdy zdecyduję się na opublikowanie tego wpisu, nieodwracalnie zmienię swoje życie. Jestem jednak gotowa podjąć to ryzyko, żeby móc zacząć wreszcie żyć. Jestem świadoma tego, że odrzuci mnie rodzina, nawet ta najbliższa. Przyjaciele nie będą chcieli mnie znać. Wydaje mi się, że jestem gotowa na to emocjonalnie. Przygotowywałam się do tego od wielu miesięcy. Z drugiej strony, czy na to można się przygotować? Pójście do psychiatry nie jest początkiem mojej walki z depresją - to była tylko diagnoza. Prawdziwa walka zaczyna się dzisiaj" - takimi słowami w 2018 roku Sara rozpoczęła jeden, ten najważniejszy, wpis na blogu. Dokonała swoistego coming outu, otwarcie pisząc o wyjściu ze zboru.

Do niej i męża dołączyli jeszcze rodzice, brat oraz kilku innych świadków.

- Minęły cztery lata. Jest łatwiej. Jeśli ktoś w tym momencie odkrywa coś o organizacji i boi się, co będzie, jak odejdzie, że nigdy nie znajdzie przyjaciół, nie poradzi sobie w życiu... To nieprawda. Czas, faktycznie, leczy rany. Jak mówią psycholodzy, najtrudniejszy jest pierwszy rok, swoisty cykl żałoby, wszystkie święta itp.

Sara podkreśla jednak, że nie potrafiła zamknąć tych drzwi za jednym zamachem.

- W końcu żyłam w zborze od urodzenia. Gdy odeszłam, walczyłam z bardziej depresyjnym epizodem, ale wygrałam. Czasem wracają lęki podbijane sytuacją na świecie. W lutym, gdy zaczęła się wojna, dostaliśmy od świadków plotki (niektórzy należą jeszcze oficjalnie do zgromadzenia, choć planują odejść), że w jednym ze zborów stali w oknach i patrzyli, czy Jezus przybywa na koniu z łukiem. Wiedziałam, że to irracjonalne, ale parę chwil po tej rozmowie stałam akurat w oknie. Samolot leciał bardzo nisko. To była wizja, schemat w głowie. Świadkowie są programowani trochę tak, że informacje, nagłówki ze świata, zdjęcia wojen, katastrof to impuls myślowy wywołujący odpowiednią reakcję. Jak jesteśmy w zdrowym stanie ducha, można nad tym panować, ale bywa też trudniej.

Ważna kwestia to samokontrola. - Muszą to robić, bo inaczej organizacja nie miałaby sensu. Dlatego wykształcają takie mechanizmy.

Na koniec naszego spotkania Sara porównuje swoją ówczesną wiarę do zakochania.

- Nie miałam ochoty głosić koleżankom z pracy czy szkoły. A przecież - kochając kogoś - masz ochotę to podkreślać i wykrzyczeć. Gdy coś nie gra, raczej milczysz. Dlaczego, blogując, nie wspominałam o tym? To mi dało do myślenia. Jeśli świadkowie Jehowy byli tak wspaniali, czemu nie mówiłam o nich głośno? Czułam zmęczenie? Jako członek zboru warto zadać sobie to pytanie.

Strach przed wykluczeniem

Jessica Kmieć - psycholog i psychoterapeutka z ośrodka Sense - zaznacza, że dzieci wychowujące się w takim zgromadzeniu żyją w atmosferze strachu przed wykluczeniem.

- Wzbudzane jest w nich poczucie winy za zachowania, które są naturalne. To wszystko prowadzi do tego, że młody dorosły odczuwa lęk przed otoczeniem. Postrzega je jako zagrażające. Osoby będące świadkami kierują się w życiu szerokim spektrum nakazów i zakazów. Niejednokrotnie mamy do czynienia z manipulacją i wywieraniem wpływu, w związku z czym młody dorosły może nie wierzyć podejmowanym przez siebie decyzjom, mieć zaniżone poczucie własnej wartości, gdyż do tej pory nie było ono pielęgnowane. Ponieważ świadkowie wierzą w to, że osoby będące wyznawcami innych religii zginą podczas Armagedonu, to w ich myślach może wytworzyć się katastroficzna, zniekształcona wizja świata generująca lęk przed odejściem ze środowiska, które jako jedyne "ma przetrwać zagładę". Ktoś taki nie ma warunków, by czuć się niezależny i autonomiczny, brakuje mu poczucia, że w społeczeństwie jest miejsce na jego indywidualizm i osobiste potrzeby.

Terapeutka zwraca uwagę, że zewnętrzny świat ukazywany jest jako nieprawy, zdemoralizowany.

- To sprawia, że w młodym dorosłym może zacząć rozwijać się brak tolerancji dla innych i zamknięcie na różnego rodzaju odmienność. To z kolei powoduje, że osoby dorastające w zgromadzeniu mają rozwiniętą wewnętrzną mowę lękową, obawiają się o bliskich, ale również o siebie oraz o potencjalne kary czekające na nich, jeśli dopuszczą się jakichś przewinień. W tego typu organizacjach nie ma przestrzeni na akceptację dziecka takim, jakie jest, oczekuje się od niego, że będzie spełniało z góry narzucone założenia, w związku z tym mówimy o sytuacji, gdzie nie ma miejsca na wsłuchiwanie się w jego potrzeby, co w dorosłym życiu może powodować, że trudno będzie zaznaczyć mu własne granice. Takie dzieci nie uczestniczą w różnego rodzaju uroczystościach, podczas których socjalizują się z rówieśnikami. Może to prowadzić do tego, że jako dorośli nie będą znać siebie, swojego potencjału, obszarów zainteresowań. Większość z takich aktywności będzie poza ich zasięgiem, ponieważ w ich zgromadzeniu przekazywane są informacje, jakoby były one źródłem zła. W sytuacji, kiedy dorosły od lat słyszał, że na każdym kroku roi się zło, że nie ma prawa do podejmowania własnych decyzji, istnieje krótka droga do tego, by stracił wiarę we własną sprawczość, pojawiło się u niego poczucie winy, wstydu, a w konsekwencji zaburzenia lękowe. W związku z tym, w osobie opuszczającej to środowisko może narastać lęk, czy sobie poradzi, czy przetrwa. Będzie to również czas poznawania samego siebie, eksplorowania świata, ale obwarowane pytaniem, czy da radę, bo - prawdopodobnie - odwrócą się od niego ważne osoby.

Wewnętrzne "ja"

W jaki zatem sposób "odstępca" może nauczyć się "żyć na nowo"?

- To czas, w którym taka osoba, będzie mogła skupić się na sobie. Warto rozpocząć od pytania, czego potrzebuję, wsłuchiwać się w siebie i podążać za swoimi potrzebami, które do tej pory tłumiliśmy. To także czas na to, aby zacząć robić rzeczy, które taką osobę ciekawiły, ale do tej pory nie miała do nich dostępu, albo z jakichś powodów zwlekała z ich rozpoczęciem. Powinna przygotować się na to, że odejdą od niej bliscy, dlatego ważne będzie przyzwolenie sobie na przeżycie trudnych emocji. Ponieważ dziecko wychowywane w zgromadzeniu świadków Jehowy mogło nie mieć przestrzeni na wyrażanie własnego zdania, być może ważne będzie nauczenie się stawiania granic, ale również praca nad wzmocnieniem poczucia sprawczości i własnej wartości. Możliwe, że taka osoba, będzie odczuwać pielęgnowane w niej przez lata poczucie winy i wstydu. Natomiast - przede wszystkim - będzie to okres na tworzenie własnego ja, do tej pory tłumionego. Pamiętajmy również o tym, by w razie potrzeby sięgnąć po specjalistyczną pomoc.

A co, jeśli widzę, że coś niepokojącego dzieje się z kolegą czy koleżanką z pracy (świadkiem Jehowy)?

- Jako osoby obserwujące taką sytuację możemy zaoferować wsparcie. Dorastający w zgromadzeniu żyją w poczuciu izolacji od społeczeństwa, mają przekonanie, że należący do zgromadzenia, w przypadku ich odejścia odwrócą się od nich, dlatego okażmy im akceptację, pokażmy, że tacy, jacy są, dla nas są wyjątkowi, nie oceniajmy ich, nie krytykujmy, postarajmy się wykazać empatią i zrozumieniem dla ich dotychczasowego życia, wykażmy się życzliwością. Podkreślmy, że mogą na nas liczyć. Pamiętajmy, że osoba opuszczająca świadków płaci za to dużą cenę, wykazuje się determinacją i odwagą, ponieważ jest niejako skazana na odłączenie jej od grupy, zerwanie bliskich relacji, dlatego bądźmy serdeczni i wyrozumiali - puentuje Jessica Kmieć.

LINK DO ARTYKUŁU

czwartek, 16 września 2021

POTWÓR W HABICIE DOMINIKANINA.... - BEZ KOMENTARZA

PAWEŁ M. POTWÓR W HABICIE DOMINIKANINA

Justyna Kaczmarczyk

"Podczas modlitwy w kaplicy św. Józefa ciągnął mnie za włosy, wykręcał ręce i zgwałcił mnie na ołtarzu" - wspomina skrzywdzona przez dominikanina Pawła M. Jedna z dziewczyn zaszła w ciążę, później poroniła. M. skomentował to krótko: "Musimy się bardziej zabezpieczać". Z zeznań świadków opublikowanych w raporcie komisji Tomasza Terlikowskiego wyłania się przerażający obraz zakonnika i piekła, przez jakie przeszły skrzywdzone przez niego osoby.

Zakonnik w habicie dominikanina, zdjęcie ilustracyjne /AFP

Zakonnik w habicie dominikanina, zdjęcie ilustracyjne /AFP

OSTRZEŻENIE: Artykuł zawiera zeznania świadków, opisujące okrutne praktyki

Bił, gwałcił. Nie był rosły, ale bardzo silny. Doskonale manipulował. Mówił, że jest bożym wysłannikiem. Zmuszał do seksu, wmawiając, że to element "uzdrawiania zranień", "otwierania się na Ducha Świętego i "oczyszczania przeszłości".

Organizował zbiorowe sesje przemocy. Zbierał ludzi i kazał się publicznie spowiadać. "Opowiadaliśmy wszystkim swoje grzechy (...) Potem byłem bity za te grzechy".

  • Raport Komisji Terlikowskiego o sprawie dominikanina Pawła M. Najważniejsze ustalenia


"To, że on zrobił nam krzywdę fizyczną, czy dobierał się do naszych ciał, to już była wisienka na torcie, to był tylko efekt tego, co nam wszystkim zrobił psychicznie" - wspomina jedna z pokrzywdzonych osób.

Obraz dominikanina Pawła M., jaki ujawnia raport komisji Tomasza Terlikowskiego, jest straszny. To obraz człowieka brutalnego i okrutnego, który niszczył oraz ranił fizycznie i psychicznie. Jednocześnie w oczach przełożonych odnosił sukcesy duszpasterskie - jego kazań słuchały tłumy, do konfesjonału ustawiały się długie kolejki. Przez lata unikał kary.

Sekta Pawła M.

Paweł M. prowadził we Wrocławiu w latach 1996-2000 duszpasterstwo akademickie - Wspólnotę św. Dominika. Charyzmatyczny kapłan przyciągał młodych ludzi. Ci nie wiedzieli, że w rzeczywistości trafiają do sekty.

Tak właśnie działała prowadzona przez Pawła M. wspólnota. Oparta na psychomanipulacji i pseudoteologii, uzależniająca i odcinająca od rodziny. "Bombardowanie miłością" szybko przeradzało się w przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną.

Zeznania świadków, przytaczane w raporcie komisji kierowanej przez Tomasza Terlikowskiego, która przez ponad pięć miesięcy badała działania Pawła M. i reakcje zakonu dominikanów w jego sprawie, są wstrząsające.

Inicjacja

Paweł M. do "ścisłego kręgu wtajemniczenia" nie dopuszczał każdego. "On miał niesamowitą umiejętność, że miał wyczucie głodów i potrzeb, a także dostęp do nich za pomocą spowiedzi, i potem bardzo sprawnie tym manipulował. I na tyle uzależniał od siebie, że bardzo trudno było zerwać z tą słodkością i miłością" - wspomina świadek. 

"On miał niesamowitą umiejętność, że miał wyczucie głodów i potrzeb"

Zakonnik jawił się jako dobry, pomocny, potrafiący słuchać i wspierać. Dowiadywał się o swoich podopiecznych wiele, także przez spowiedź, której tajemnicę wielokrotnie złamał. Zdobyte informacje brutalnie wykorzystywał, by przejąć nad nimi kontrolę.

"Właściwie to była pierwsza osoba, której opowiedziałam o trudnych doświadczeniach z mamą z czasów liceum czy szkoły podstawowej. On to ode mnie wyciągnął i powiedział, że skoro mam takie trudne doświadczenia, to moją winą jest, że jego obmawiam, bo mszczę się na rodzicach" - wspomina była członkini duszpasterstwa.

Doprowadzał do tego, że "byli gotowi za nim skoczyć z okna" i zrobić wszystko, by zasłużyć na jego atencję, uśmiech, szacunek.

M. uzależniał od siebie także finansowo. Zbierał dziesięcinę, jedna z osób oddała mu swoją książeczkę mieszkaniową, a inna pieniądze zarobione na studia podczas pracy w Szwecji.

Szatan, wszędzie szatan

Wszystko to oplecione było pseudoduchowością, wypaczoną religijnością. M. miał manię na punkcie "rozeznawania". Rozeznawał, co jest dobre, a co złe. Rozeznawał, kto ma iść do zakonu, a kto zerwać zaręczyny. Rozeznawał, że Bóg chce, żeby kogoś wykorzystał seksualnie.

Charakterystyczne dla M. było szukanie i widzenie wszędzie duchowego zła, szatana. Aktywności demonów upatrywał w książkach, dziełach sztuki, nawet sprzęcie elektronicznym i artykułach spożywczych. Świadek mówił komisji: "...nie wolno kupować margaryny Rama, bo nawet jak się mówi 'rama', to się wzywa ducha Ramy (czyli hinduskiego bóstwa), i Hare Kriszna ma do nas dostęp, co nas zanieczyszcza".

Wszystkie osoby pokrzywdzone w tamtym okresie wspominają, że Paweł M. kontrolował także ich ilość snu, zarządzając wielogodzinne, nieraz całonocne modlitwy.

"Była jedna taka modlitwa, że wstawiając się, nie wiem za co, dostałam osiem tysięcy razy pasem na goły tyłek"

Świadek zeznał: "On nas zgniatał małą ilością snu. Myślę, że gdyby każdy z nas miał spać dwie godziny dziennie, to po miesiącu zaczyna się żyć w świecie nierzeczywistym".

Podczas modlitw dochodziło nieraz do przemocy fizycznej. Byli członkowie wspólnoty mówią o biciu skórzanym dominikańskim pasem. 

"Była jedna taka modlitwa, że wstawiając się, nie wiem za co, dostałam osiem tysięcy razy pasem na goły tyłek" - wspomina jedna z kobiet. Inna zeznała: "Dziewczyny mi mówiły, że kilka razy traciłam przytomność. Byłam bita na goły tyłek, ale nie byłam całkiem rozebrana, byłam bita jego pasem. Od ud po plecy byłam bita. (...) Fizycznie byłam potwornie pobita. Dziewczyny wlokły mnie do domu. Ja potem długo spałam, wiem, że robiono mi okłady".

Klękały przed Pawłem i mówiły: Witaj, królu!

Choć praktyki Pawła M. powinny zapalić czerwoną lampkę, żaden z działających wówczas we Wrocławiu zakonników publicznie ich nie negował.

Ówczesny przeor klasztoru we Wrocławiu zeznał komisji, że niczego zaskakującego czy dziwnego nie zauważył. Inni świadkowie jednak wskazali, że przeor miał wówczas problem z alkoholem, a w ukrywaniu go pomagali także członkowie Wspólnoty św. Dominika. 

Współbrat M. wspomina, że ojcowie żartowali z Pawła M., jego "wywoływania duchów" i towarzyszących temu pisków kobiet, ale byli też zaniepokojeni. "Konsekwencji żadnych nie zauważyłem, traktowano to jako dziwactwo. Był taki moment, że te dziewczyny klękały przed Pawłem, mówiły: 'Witaj, królu'. Przeor często był tego świadkiem i też powtarzał te słowa: 'Witaj, królu'" - wspomina zakonnik.

Gwałciciel działał dalej

M. miał dobre i bliskie relacje z ówczesnym prowincjałem dominikanów, o. Maciejem Ziębą. "Kiedy przyjeżdżał o. Maciej Zięba OP, to Paweł M. wysyłał mnie po wino i ser pleśniowy z wyższej półki, żeby mogli sobie wieczór spędzić razem (...) Oni spotykali się, spędzali sporo czasu razem. A ja pomyślałam, że skoro ojciec Maciej wszystko wie, przyjaźni się, to znaczy, że nie ma się czego obawiać" - mówi świadek.

Od 1998 roku o. Zięba był informowany o karygodnych praktykach Pawła M. we wrocławskim duszpasterstwie. Wiosną 2000 r. dowiedział się też, że M. wykorzystał seksualnie cztery kobiety. Na piśmie dostał informację o wielokrotnym zgwałceniu jednej z nich.

Mimo to nie wszczął postępowania kanonicznego, nie zgłosił też sprawy organom ścigania. M. spotkały wtedy pseudokary - pokuta w klasztorze na Bielanach w Krakowie i roczna praca w hospicjum w Lublinie.

"To, że on zrobił nam krzywdę fizyczną, czy dobierał się do naszych ciał, to już była wisienka na torcie, to był tylko efekt tego, co nam wszystkim zrobił psychicznie"i o wszystkich sprawach personalnych w Prowincji, w tym tych, których sprawy są zgromadzone w archiwum tajnym. Kwestia Pawła M. musiała się pojawić, ale w szczegółach nie pamiętam. Było to w Krakowie. Maciej powiedział, że w kontekście prawnym wszystkie sprawy są pozałatwiane. Maciej powtarzał to wielokrotnie" - zeznał o. Popławski. Jak dodał: "Zapoznałem się z archiwum w kwietniu. Byłem przerażony tymi dokumentami".

O. Popławski zdecydował o znacznym okrojeniu działalności M., ograniczając jego kontakt z ludźmi spoza środowiska dominikanów. M. mógł jednak obronić doktorat i pracować duszpastersko w parafii w Jarosławiu i tamtejszym szpitalu psychiatrycznym.

O sprawie M. wiedział też kolejny prowincjał o. Paweł Kozacki. On także - aż do 2021 roku - nie wszczął wobec zakonnika dochodzenia kanonicznego. 

Paweł M. nadal krzywdził.

"Przeklinam dzień, kiedy mnie przyprowadzono do dominikanów"

2 marca 2021 r. do prokuratury zgłosiła się kolejna ofiara nadużyć seksualnych Pawła M. Zakonnica, która poznała dominikanina w 2010 roku. Ten otoczył ją siecią manipulacji, krzywdził psychicznie, wykorzystał seksualnie. Ostatnia ich rozmowa miała miejsce jeszcze w 2020 r.

6 marca 2021 r. prokuratura wszczęła dochodzenie wstępne. 

Od 10 marca zakonnik ma zakaz opuszczania terenu klasztoru i używania habitu zakonnego, a 22 marca o. Paweł Kozacki poinformował o rozpoczęciu w sprawie M. karnego postępowania kanonicznego.

"Od marca pierwszy raz w życiu nie czuję się k..."

Paweł M., wykorzystując pozycję zakonnika, zniszczył życie wielu osobom. Świadkowie wspominają: "Przeklinam dzień, kiedy mnie przyprowadzono do dominikanów". "To było jakby ktoś mnie wystrzelił z procy i do tej pory nie mogę wrócić na ziemię".

"To, co mi zabrał M., to moja rodzina, moje dzieci. (...) On mi ukradł życie. Ja to przetrwałam, wierzę, że moje dzieci to przetrwają. Nie chcę, żeby on mi jeszcze ukradł pół dnia życia więcej. Mnie, moim dzieciom, moim przyjaciołom. Ja mam swoją godność, a on mi ją kradł, gwałcąc, bijąc, gromiąc, winiąc mnie o to, że to moja wina. I Bóg nie jest temu winien. Ja dzień za dniem musiałam sobie mówić, I Bóg nie jest temu winien. Ja dzień za dniem musiałam sobie mówić, że Bóg nie jest temu winien, i że ja nie jestem winna, że tak się stało. Ja od marca pierwszy raz w życiu nie czuję się k...".

LINK DO ARTYKUŁU



 

wtorek, 13 lipca 2021

Opowiada zakonnica - "Biczowałam się"...

 

"Biczowałam się. 50 uderzeń każdego dnia przez prawie 20 lat" - opowiada zakonnica

Matka Teresa mówiła, że jej powołaniem jest kochać, cierpieć i ratować dusze, by nasycić pragnienie miłości Jezusa. W podcaście "The Turning" siostry, które przez wiele lat były w zgromadzeniu założonym przez Matkę Teresę, opowiadają nie tylko o oddaniu i modlitwie, ale też o codziennym życiu w Misjonarkach Miłości. W jednym z odcinków mówią o cierpieniu i o samobiczowaniu.

Ewa Raczyńska 1,4 tys. 22 czerwca 2021, 10:50 Ten tekst przeczytasz w 3 minuty



Umartwianie swojego ciała

Siostra Mary Johnson, która w Misjonarkach Miłości spędziła 20 lat, wspomina, że gdy była jeszcze nowicjuszką, przebywała w Rzymie, gdzie wieczorami słyszała odgłosy dochodzące z łazienki, które przypominały jej uderzenia. Nie wiedziała, co oznaczają do momentu, gdy od jednej z sióstr usłyszała o "dyscyplinie".

Początkowo myślała, że chodzi o przestrzeganie harmonogramu dnia, nakaz milczenia. Siostra wyjaśniła jej jednak, że chodzi o umartwianie swojego ciała poprzez biczowanie go splecionymi sznurkami. "Kiedy to usłyszałam, poczułam skurcz żołądka" - wspomina Mary Johnson. Tak dowiedziała się, co inne siostry robią wieczorem w łazienkach i co jest źródłem odgłosów, które słyszała.

Mary podczas nowicjatu pracowała w kuchni, pomagał między innymi opróżniać ogromne kadzie z gorącą wodą, w której gotowany był makaron. Pewnego dnia jej przełożona próbując sama uporać się z obowiązkami, wylała na siebie wrzątek, jej ciało było poparzone.

Jakież było zdziwienie Mary, gdy na drugi dzień zobaczyła obolałą, zawiniętą w bandaże siostrę w kuchni. Na jej prośbę, by odpoczęła, usłyszała, że nie może, że pomimo bólu dostała przykaz pracy. Misjonarki Miłości powtarzają za Matką Teresą, że miłość, aby była prawdziwa, musi boleć.

"Bycie Misjonarzem Miłości to ciągłe dawanie od chwili, kiedy otwierasz oczy. Musiałyśmy zobaczyć Chrystusa w każdej osobie, którą spotykałyśmy"

- mówi w podcaście siostra Kathleen, która przez 29 lat była w zgromadzeniu.

Bierzcie wszystko, co Bóg daje

Przywołana zostaje historia o stopach Matki Teresy, którą zakonnice sobie nawzajem opowiadały. Otóż Matka Teresa, gdy była jeszcze młoda, dostała buty, które były dla niej zdecydowanie za małe. Zamiast prosić o nową parę, zdecydowała się chodzić w butach, które zdeformowały na trwałe jej stopy, bo zdaniem Matki Teresy zostały jej dane przez Boga.



Mary przywołuje słowa powtarzane przez świętą:

"Bierzcie wszystko, co Bóg daje, dajcie, co Bóg weźmie, czyli szeroki uśmiech"

I wspomina, jak w zakonie otrzymała "ofiarne koraliki". Miała je przesuwać za każdym razem w ciągu dnia, gdy sobie czegoś odmówi, poniesie ofiarę. Chodziło tu o różne rzeczy: gdy potrawa jest zbyt słona dosól ją jeszcze trochę, gdy chcesz usiąść przy oknie w kaplicy, bo jest gorąco, nie siadaj tam, tylko zajmij miejsce, w którym poczujesz panujący upał itp.

W zgromadzeniu obowiązywała idea poświęcenia, której historia sięga cierpienia i śmierci Chrystusa. Misjonarki Miłości wierzyły, że składając codzienne ofiary, mogą mieć udział w cierpieniu Jezusa i zadośćuczynić za grzechy świata.

Obraz Chrystusa na krzyżu jest centralnym symbolem dla Misjonarek Miłości i choć zakony odeszły od składania ślubów i nazywaniu sióstr "oblubienicami Chrystusa", to jednak w zgromadzeniu Matka Teresa mówiła, że zakonnice są poślubione Jezusowi.

Początkowo uderzałam się po plecach

Mary, gdy usłyszała o "dyscyplinie", nie mogła przestać o niej myśleć, zadawała sobie pytanie, czy też powinna zdecydować się na samobiczowanie.

"Miłość, żeby była prawdziwa, musi boleć. Chciałam nauczyć się kochać. Chciałem, żeby ta miłość była centralną rzeczą w moim życiu. Skoro Jezus był biczowany, zanim został ukrzyżowany, to może to był sposób na zjednoczenie się z nim" - mówi o swoich wówczas rozterkach Mary.

W końcu zdecydowała się poprosić przełożoną o sznurki, których siostry używały do biczowania. Wspomina, że gdy je otrzymała, weszła za inną siostrą do łazienki. "Nie wiedziałam, co mam robić. Początkowo uderzałam się po plecach, ale dźwięk uderzenia był stłumiony. Odkryłam więc nogi i uderzyłam się po udach. Zamachnęłam się mocniej i zobaczyłam, że moje nogi robią się czerwone, gdy uderzyłam się jeszcze mocniej, pojawiły się białe smugi od sznurków na czerwonej skórze. Pomyślałam, że rozgryzłam, jak to robić" - opowiada.

Od tej nocy, każdej następnej Mary Johnson się biczowała. Na pytanie, czy robiła to codziennie przez kolejne 20 lat życia w zgromadzeniu, odpowiedziała, że wyjątkiem były jedynie niedziele i święta.

"Zaczęło się od 15 uderzeń dziennie, z czasem doszłam do 50. Były momenty, kiedy robiłam podwójną pokutę, czyli 100 uderzeń, np. w czasie Wielkiego Postu"

- przyznaje.

Autorka podcastu przywołuje historię samobiczowania, która sięga XI w., kiedy to mnisi biczowali swoje nagie ciała. Z czasem stało się ono formą pokuty i sposobem na udział w cierpieniu Chrystusa i zbliżenie się do Boga.

I chociaż w XX w. władze Kościoła nakazywały odchodzenie od tych praktyk, to jednak niektórzy pozostali przy cielesnym umartwianiu się. Współcześni zakonnicy związani ze zgromadzeniem założonym przez Matkę Teresą nie chcieli komentować tego, czy samobiczowanie nadal ma miejsce w zakonie. Dopiero siostra, która odeszła z Misjonarek Miłości w 2014 r. przyznała, że ta forma pokuty nadal ma miejsce w zakonie.

Sama Mary Johnson tłumaczy, że samobiczowanie się ma realne skutki duchowe i psychologiczne, jest przypominaniem sobie każdego dnia, że jesteś grzesznikiem.

"Myślę, że w pewnych okolicznościach może też zachodzić coś w rodzaju… sadomasochistycznej przyjemności erotycznej, gdy cała energia seksualna, potrzeby i pragnienia muszą zostać stłumione"

- mówi.



Dla niej "dyscyplina" była pocieszeniem, kiedy czuła się winna. "Mając pod ręką taką możliwość, to była ulga za odpokutowanie czegoś niewłaściwego".

Łańcuch z kolcami owiniętym wokół talii

Samobiczowanie się nie było jedyną formą pokuty. W podcaście przywołane zostaje choćby noszenie przez zakonnice łańcucha z kolcami owiniętego wokół talii. Były też formy publicznej pokuty, takie jak całowanie stóp swoich współ- sióstr lub błaganie o posiłek. Polegało ono na tym, że w czasie kolacji podchodziło się do siostry przełożonej z miską, klękało się i mówiło: "Błagam cię, droga siostro, proszę daj mi coś do jedzenia". Po otrzymaniu zupy, czy chleba jadło się je w kącie pokoju na kolanach.

"Jedną z rzeczy, których nauczyłem się podczas życia z Misjonarkami Miłosierdzia, jest wartość szczerych przeprosin. Wszyscy popełniamy błędy, celowo lub nie, a publiczne przyznanie się do tego, nie musi ci umniejszać. To tylko sprawia, że ​​jesteś bardziej prawdziwy, uczciwszy" - tłumaczy Mary Johnson.

Jakie tajemnice życia Misjonarek Miłości przynoszą kolejne odcinki podcastu? Można już ich posłuchać.


Link do Artykułu









środa, 14 kwietnia 2021

Dali księdzu 20 minut na spakowanie - BEZ KOMENTARZA

 

Skandal w bydgoskiej parafii. Dali księdzu 20 minut na spakowanie

19 lut, 13:23 

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Przez pięć lat kapłańskiej posługi w parafii Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy ksiądz Rafał K. miał dopuszczać się skandalicznych czynów wobec młodych chłopców. Jak zeznają ministranci, duchowny miał mierzyć ich przyrodzenia i nakłaniać do masturbowania się w jego obecności. Do śledczych zgłosiło się już dziesięć poszkodowanych osób, a duchowny został oskarżony o popełnienie przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Sprawę księdza opisuje na łamach "Gazety Pomorskiej" Roman Laudański.

 



Dali księdzu 20 minut na spakowanie

Ksiądz Rafał K. został wikarym w bydgoskiej parafii pod wezwaniem Świętych Polskich Braci Męczenników w lipcu 2015 r. – Wydawało się, że z księdza Rafała jest spoko gość, z którym możesz normalnie pogadać. Do czasu – wspomina jeden z byłych ministrantów, cytowany przez "Gazetę Pomorską".

 O czym nie wie 99% Wierzących?

Na początku kwietnia ubiegłego roku pod dom parafialny przy ul. ks. Popiełuszki podjechała furgonetka. Jak donoszą obecni przy całym zajściu parafianie, ksiądz Rafał dostał podobno 20 minut na spakowanie swoich rzeczy. Wikary wsiadł i odjechał, a podczas niedzielnych ogłoszeń, wygłaszanych podczas każdej mszy świętej, parafianie usłyszeli komunikat, w którym poinformowano, że ksiądz Rafał K. został odwołany z obowiązków wikariusza decyzją ks. biskupa Jana Tyrawy.

 NAMIESTNICY BOGA CZY DIABŁA?

Parafianie zaczęli snuć różne domysły na temat powodów odwołania wikarego. Jak czytamy na portalu "Gazety Pomorskiej", w parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników już wcześniej było głośno o dwóch księżach. Jeden wystąpił z kapłaństwa, a drugi w Domu Księży Emerytów kolejny rok czeka na orzeczenie w jego sprawie watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary.

 MAGICZNA POMOC

Gdy wybuchła afera z księdzem Rafałem, wierni zaczęli pytać, czy "Męczennicy" to parafia karna? 

W sąsiedniej parafii pod wezwaniem Opatrzności Bożej molestował i gwałcił chłopców ksiądz Paweł Kania, przeniesiony tu na czas procesu karnego o molestowanie dzieci z archidiecezji wrocławskiej.

"Terapia" u ks. Rafała

Dlaczego ks. Rafał zniknął z "Męczenników"? Do delegata biskupa ds. ochrony dzieci i młodzieży zaczęli zgłaszać się poszkodowani z opowieścią o "terapii" u ks. Rafała. Diecezja przeprowadziła dochodzenie, ksiądz dostał zakaz sprawowania mszy i noszenia stroju duchowego. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożył cywilnym śledczym pełnomocnik biskupa.

 ZAKAZANA HISTORIA POLSKIEGO KOŚCIOŁA

Ksiądz Rafał K. został oskarżony o popełnienie przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności. Do śledczych zgłosiło się już dziesięć poszkodowanych osób. Pod pozorem terapii ksiądz przeprowadzał "badania", które nie wiadomo czemu miały służyć.

 NIE WYGODNE FAKTY PONTYFIKATU JPII

– Nie wierzę, że żaden z mieszkających tam księży o niczym nie wiedział i że nikt niczego nie widział! To niemożliwe! Jestem przekonana, że proboszcz wiedział o wszystkim, musiał wiedzieć – opowiada "Pomorskiej" matka jednego z byłych ministrantów.

 BIOGRAFIA o.RYDZYKA

– Najpierw odbędzie się proces karny, a dopiero potem, w procesie cywilnym, będę skarżyć nie tylko sprawcę, ale i instytucje kościelne odpowiedzialne za szkodę moich klientów, przede wszystkim za naruszenie ich dóbr osobistych – mówi adwokat Janusz Mazur, który reprezentuje kilku poszkodowanych chłopców. – W tej sprawie również powtarza się mechanizm wykorzystania instytucji kościelnej oraz autorytetu księdza do realizacji czynów na granicy pedofilii - dodaje.

 

LINK DO ARTYKUŁU

niedziela, 4 kwietnia 2021

WYZWANIA STOJĄCE PRZED KK - BEZ KOMENTARZA

Pięć największych wyzwań stojących przed Kościołem [ANALIZA]

Kościół katolicki znajduje się w trudnej sytuacji. Niektórzy uważają wręcz, że jest ona dramatyczna, szczególnie w Polsce. Daleki jestem od skrajnych opinii, jednak z pewnością przed hierarchami, księżmi i wiernymi wiele wyzwań. Niekiedy trudnych i bolesnych, często też domagających się pilnych działań. Przedstawiam pięć najważniejszych spraw, z którymi Kościół będzie musiał się zmierzyć w najbliższym czasie.

Pedofilia

Problem pedofilii wśród duchownych wywołał kryzys w Kościele na całym świecie. Coraz mocniej uwidacznia się on również w Polsce. Mimo podejmowanych przez papieża Franciszka i wielu hierarchów działań, wciąż nie uporano się z sytuacją. Wystarczy wspomnieć tylko kilka ostatnich przykładów z krajowego podwórka: sprawa ks. Andrzeja Dymera, przypadek Janusza Szymika, zachowanie bpa Dzięgi, bpa Janiaka, kard. Gulbinowicza czy kard. Dziwisza.



Odpowiedź na pytanie dlaczego Kościół nie radzi sobie z problemem pedofilii jest złożona. Jedną z przyczyn jest z pewnością sposób rozumowania wielu hierarchów, duchownych i świeckich, którzy przez lata uważali że podobne sprawy należy rozwiązywać we własnym gronie. To postawa w pewnym sensie zrozumiała i bliska wielu osobom, nie tylko w Kościele, ale w każdej organizacji a nawet w rodzinach. Żadna firma, partia polityczna, stowarzyszenie itd. nie chcą, aby ich problemy wychodziły na światło dzienne, bo mogłoby to negatywnie rzutować na obraz całości.

Jednak podobny sposób myślenia wydaje się błędny i przestarzały. Wielu spraw, a już szczególnie tych które dotyczą krzywdy dzieci nie można po prostu "zamiatać pod dywan". I to szczególnie w Kościele, który dla wiernych jest depozytariuszem moralności i prawdy. Inne organizacje zazwyczaj nie pretendują do roli etycznych autorytetów, dlatego też tak bulwersuje każda skaza w łonie samego Kościoła.

O CZYM NIE WIE 99% KATOLIKÓW

A skazy są bardzo poważne i bolesne. Zachowanie hierarchów unikających odpowiedzialności za działania podległych im księży jest w najlepszy razie niezrozumiałe. Nic więc dziwnego, że na biskupów wylewa się fala krytyki. Sytuacja taka ma miejsce nie tylko w Polsce, ale właściwie na całym świecie.

Przyczyn nierozwiązania problemów związanych z pedofilią w Kościele można się też doszukiwać w wieloletnich zaniedbaniach w zakresie edukacji kapłanów. Widać dziś poprawę w tym zakresie, jednak zaowocuje ona dopiero w przyszłości, gdy dzisiejsi młodzi księża zostaną biskupami i zastąpią starszych hierarchów.

Co zatem zrobić, aby zażegnać obecny kryzys? Rozwiązanie wydaje się proste: wprowadzić pełną przejrzystość w sprawach oskarżeń o pedofilię wysuwanych wobec osób duchownych, ujawniać wyniki postępowań i procesów kanonicznych oraz każdy przypadek zgłaszać odpowiednim służbom. Optymizmem napawa fakt, że takie podejście stosowane przez coraz większą część biskupów. Pesymistyczne jest jednak to, że wciąż wielu hierarchów nie widzi potrzeby takich działań i woli bolesne sprawy ukrywać.

Jeśli postawi się dobro ofiar na pierwszym miejscu, cała reszta nie będzie szkodzić Kościołowi. Przestępcy znajdują się wszędzie, niezależnie od wyznania, rasy czy orientacji seksualnej i ludzie to rozumieją. Nie rozumieją natomiast ukrywania faktów i wydłużania cierpień ofiar w imię źle rozumianej ochrony instytucji.

Tłumaczenia o tym, że ochronie powinny podlegać również osoby, którym nie udowodniono winy jest słuszne, ale przy jednym zastrzeżeniu. Postępowania w przypadku oskarżeń o pedofilię powinny odbywać się w błyskawicznym tempie. Zarówno na poziomie policji i prokuratury, jak i w przypadku postępowań kanonicznych. Przyspieszenie procedur jest kluczowe, zarówno dla oskarżających jak i domniemanych sprawców. Wszystkim powinno zależeć na maksymalnie szybkim wyjaśnieniu spraw, a ich przewlekanie świadczy jak najgorzej przede wszystkim o podejrzanych.

Dzięki papieżowi Franciszkowi nastąpił duży przełom w kwestii szybkości postępowań kanonicznych. Świadczą o tym spraw z polskiego podwórka. Kard. Glubinowicz został surowo ukarany przez Watykan na kilka dni przed śmiercią, bp Edward Janiak i abp Sławoj Leszek Głódź ostatnio otrzymali zakaz zamieszkania i celebrowania jakichkolwiek uroczystości w swoich diecezjach oraz nakaz wpłacenia środków na Fundację św. Józefa, pomagającą ofiarom pedofilii.

NAMIESTNICY BOGA CZY DIABŁA

Nie wszystko jest jednak tak, jak być powinno. Choć biskupi zostali ukarani, to wciąż nie wiemy jakie to winy Watykan uznał za prawdziwe. Wielu ludzi zastanawia się nad tym i domaga pełnej jawności i to jak najszybciej. Znając jednak struktury rządzące Stolicą Apostolską trzeba sobie zdawać sprawę, że jakiekolwiek przyspieszenie toczących się w jej łonie reform trwa całymi latami.

Zmaga się z tym obecny papież i to od samego początku swojego pontyfikatu. Można się wręcz pokusić o stwierdzenie, że już dokonał niemożliwego i przyspieszył powolne procedury watykańskie do stopnia wcześniej nieznanego w historii. Dla wielu osób to za mało, jednak rewolucja Franciszka postępuje a jej rzeczywiste efekty być może poznamy dopiero lata po odejściu papieża.

Czasy systemowego ukrywania przypadków pedofilii i obojętności Kościoła wobec ofiar bezpowrotnie minęły zarówno w Polsce jak i na całym świecie. Im szybciej zrozumieją to wszyscy hierarchowie (także ci w Watykanie), tym szybciej zażegnany zostanie obecny kryzys. Oczyszczenie i przejrzystość mogą pomóc Kościołowi i go wzmocnić, podczas gdy każdy miesiąc bezczynności powodował będzie tylko dalszy spadek zaufania i pogłębianie kryzysu.

Obrona życia

Drugie wyzwanie stojące przed Kościołem dotyczy kwestii obrony życia. Coraz większa liczba krajów na całym świecie zezwala na legalną aborcję i eutanazję. Widać też rosnące, społeczne przyzwolenie na podobne uregulowania prawne.


Kościół od zawsze stoi na stanowisku obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. I to się nie zmieni, wpisane jest bowiem w samą esencję chrześcijaństwa. Jednak twarde obstawanie przy swoim stanowisku bez prób zrozumienia współczesnego świata, przynosi Kościołowi coraz więcej klęsk. Widać to na przykładzie krajów Zachodu, które zalegalizowały aborcję i godzą się na eutanazję.

Dużo emocji w Polsce wzbudziła sprawa Polaka z Wielkiej Brytanii, który na wniosek lekarzy, za zgodą części rodziny i sądu został odłączony od aparatury podtrzymującej życie. Mimo włączenia się w sprawę polskiego Kościoła, polityków i dyplomacji mężczyzna ostatecznie został odłączony i zmarł. Wywołało to szeroką dyskusję wokół eutanazji w Polsce oraz falę krytyki wobec upolitycznienia sprawy, która z punktu widzenia nauczania Kościoła wcale nie była oczywistym złem.

PRAWDA O JPII

Lekarze stwierdzili bowiem śmieć mózgu Polaka, co oznacza, że poddawany był on jedynie uporczywej terapii podtrzymującej funkcje życiowe organizmu, jednak nic nie mogło pomóc mu już wrócić do zdrowia. W takiej sytuacji odłączenie aparatury podtrzymującej życie jest wręcz aktem miłosierdzia. Kościół nie wykorzystał szansy na skuteczne zakomunikowanie tego faktu, który jest bardzo ważny z perspektywy transplantacji narządów osób po wypadkach.

Dyskusję wokół wspomnianej sprawy można zrozumieć, bowiem w Polsce wciąż kuleje edukacja i wiedza na temat zagadnień bioetycznych oraz stanowiska Kościoła w tych sprawach. Inaczej przebiega dyskusja w bogatszych krajach, gdzie aborcję i eutanazję uważa się coraz powszechniej wręcz za element praw człowieka.

W tym kontekście wiele osób uważa, że zeszłoroczny wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który de facto zniósł obowiązujący w Polsce kompromis aborcyjny, był zwycięstwem ruchów pro-life. Jednak zwycięstwo może niebawem obrócić się w sromotną klęskę i to szczególne wyzwanie stojące przed Kościołem w Polsce.

Nie ma wątpliwości, że prędzej czy później konserwatywna władza w naszym kraju się zmieni. Odchodzenie młodzieży od Kościoła i wzrastająca popularność poglądów liberalnych świadczą o tym, że de facto ruchy pro-life przegrywają walkę o umysły i serca ludzi w naszym kraju.

Co nastąpi po zmianie władzy? Większość partii będących obecnie w opozycji zapowiada liberalizację prawa aborcyjnego. Być może potrzebne będzie referendum w tej sprawie. Gdyby do niego doszło, wyniku nie można być pewnym. Według sondaży publikowanych w tym roku większość chce powrotu do kompromisu sprzed wyroku TK (ok. 30 proc.) lub znaczącego zliberalizowania prawa do aborcji (ok. 40 proc.).

I choć przeciwników aborcji wciąż jest w Polsce sporo, to nie można się łudzić, że taka sytuacja potrwa wiecznie. Twarde stanowisko Kościoła, edukacja w postaci lekcji religii w szkołach, liczne kazania i dokumenty na temat aborcji i eutanazji jak do tej pory nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, wręcz przeciwnie. Czy Kościół może w ogóle coś zrobić, aby powstrzymać postępującą laicyzację?

Na powyższe pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi, choć Kościół szuka jej już od wielu lat. Przede wszystkim konieczne jest przywrócenie wiarygodności Kościoła w kwestiach moralnych, co powinno odbyć się poprzez rozliczenie i oczyszczenie z przeszłością. Proces ten zapoczątkował jeszcze Sobór Watykański II a potem Jan Paweł II, przepraszając za grzechy i zaniedbania czynione przez lata.

KOŚCIÓŁ KATOLICKI - ORGANIZACJA PRZESTĘPCZA

Wciąż jednak w oczach społeczeństwa nie doszło do rzeczywistego oczyszczenia i rozliczenia nadużyć duchownych. Kolejne skandale, zachłanność, brak chęci do uderzenia się w piersi i naprawienia krzywd nie budują moralnej wiarygodności Kościoła, a wręcz ją burzą. Czy rozlicznie się ze złą przeszłością wystarczy? Na pewno nie, ale jest to początek drogi, która ostatecznie wyprowadzi Kościół z obecnego kryzysu.

Zwolennikiem takiego jasnego rozliczenia się z przeszłością jest też papież Franciszek. Wskazuje on również dalsze kroki, które powinny zostać podjęte. Postuluje postawienie najsłabszych i wykluczonych w centrum Kościoła, a powrót do pokornej służby ludziom stawia przed moralizowaniem i ocenianiem. Oczyszczenie i pójście drogą wyznaczoną przez Franciszka może być odpowiedzią na kryzys laicyzacji oraz sposobem na uwiarygodnienie przekazu Kościoła walczącego o każde, absolutnie każde życie.

Młodzież

"Młodzież jest nadzieją Kościoła" - mawiał św. Jan Paweł II. Papież Polak doskonale zdawał sobie sprawę, że walka o "rząd dusz" rozpoczyna się od najmłodszych lat. Nie mógł jednak przewidzieć tego, jak rozwinie się technologia i w którą stronę pójdzie świat.

Dzisiaj młodzież (ale i wielu dorosłych) jest dosłownie "zatopiona" w świecie mediów społecznościowych i internetu. Można w nim znaleźć sporo treści zgodnych z nauczaniem Kościoła i wiele razy więcej treści przeciwnych temu nauczaniu. Wpływ na młodych ludzi mają poglądy i zachowania osób - rówieśników, celebrytów i influencerów - z całego świata. Wśród nich niewielki odsetek stanowią osoby wierzące.

Nic więc dziwnego, że w czasach postępującej laicyzacji, odchodzenia od tradycyjnych i konserwatywnych wartości oraz licznych skandali wstrząsających Kościołem, coraz mniej osób młodych postrzega go jako depozytariusza istotnych wartości moralnych. Nawet zaś jeśli tak go postrzega, to nie uważa że konieczne są z nim jakieś bliższe związki.

Sytuację tę przewidział papież Benedykt XVI, który jeszcze jako ksiądz, w latach 60. ubiegłego wieku pisał i mówił o nadchodzącym kryzysie Kościoła, który odbierze mu wiele przywilejów oraz wstrząśnie instytucją i ludźmi na całym świecie. Przyszły papież widział jednak "światełko w tunelu" i już wtedy twierdził, że z gruzów "starego Kościoła" powstanie nowa instytucja z dużo mniejszą liczbą wiernych. Za to wiernych doskonale rozumiejących istotę i ducha nauczania przekazywanego przez Jezusa.

TAJNA INSTRUKCJA JPII

Czy istnieje zatem sposób, aby przyciągnąć młodych do Kościoła? Z pewnością warto szerzej informować o wielu genialnych inicjatywach podejmowanych przez duchownych i świeckich, którzy swoją działalnością charytatywną pomagają dziesiątkom osób. Oczywiście w taką działalność angażują się nie tylko instytucje związane z Kościołem. Jednak mam wrażenie, że te kościelne inicjatywy nie są często w żaden sposób rozgłaszane.

Młodzież nie znosi też obłudy i zakłamania. A niestety liczne skandale oraz to w jaki sposób są one przedstawiane przez media pokazują tę najgorszą twarz Kościoła i mogą sugerować, że jest ona dominująca. To oczywista nieprawda dla każdego, który nawet lekko interesuje się sprawami kościelnymi. Tym niemniej w obecnej sytuacji i przy niechęci części hierarchów do oczyszczenia, taki przekaz zaczyna dominować i kształtować negatywne postawy młodzieży wobec obłudy instytucji.

Ważny aspekt dotyczy również nauczania religii w szkołach. Trzeba jasno powiedzieć, że skoro młodzi odchodzą od Kościoła, to obecny system nie zdał egzaminu. Być może rozwiązaniem byłoby przeniesienie nauczania religii z powrotem do parafii, do środowiska wiary i wyrwanie jej ze świeckiego środowiska szkół.

Zapewne liczba uczęszczających na lekcje do parafii spadłaby znacznie. Z drugiej strony może warto edukować tych, którzy na prawdę tego chcą. Dzisiaj religia w szkołach często bywa traktowana jako dodatkowa wolna godzina, czasem jako miejsce do ścierania się poglądów pro i antykościelnych. Tylko że w nauczaniu religii wcale nie o to chodzi. Zamiast masowości w szkołach, lepiej ograniczyć liczbę uczestników lekcji, a w zamian wyedukować ich solidnie.

Młodzież wymaga szczególnej uwagi i jej zatrzymanie lub ponowne włączenie do Kościoła jest jednym z najważniejszych wyzwań jakie stoją przed wszystkimi wierzącymi.

Świeccy

I tu pojawia się kolejne wyzwanie stojące przed Kościołem. Chodzi o szersze włączenie świeckich, a szczególnie kobiet w działalność instytucji. W Polsce, Watykanie ale też wielu innych krajach wciąż dominuje mentalność klerykalna. To wygodna postawa dla wielu. Zdejmuje odpowiedzialność za Kościół z samych wiernych i zrzuca ją na księży. Daje osobom duchownym i biskupom władzę, której łatwo ulec. Prowadzi to do procesów centralizacji, budowania nowych murów i wydawania stosów niezrozumiałych dekretów, w których z czasem orientują się już tylko wybitni kanoniści lub filozofowie.

Jednocześnie taka sytuacja prowadzi do bezczynności czy wręcz rosnącej niechęci wiernych do instytucji, która zaczyna działać jak sklep z tradycyjnymi obrzędami. Powstają zatem cenniki sakramentów, czy sądy i prawnicy unieważniający małżeństwa z różnych, niekiedy błahych powodów za to za sporą ilość pieniędzy. Księża zaś zamiast głosić Ewangelię okazują się sprzedawcami i menagerami stawiającymi piękne, pozłacane świątynie.

Parafia to nie sklep, sakramenty to nie towar, parafianie to nie owce godne potępienia bo nie chcą bezkrytycznie wspierać Kościoła, lub lubianej przez proboszcza partii. Z drugiej strony księża to nie sprzedawcy, świątynia to nie miejsce na politykę, a wierzący to nie bierni uczestnicy coniedzielnych mszy.


I tu problem staję się głębszy, bo nie dotyczy tylko samych księży. Czasem są oni wręcz wtłoczeni w ramy wyznaczone przez instytucję, sami tego nie chcąc. I tu większość osób uważających się za wierzące powinna uderzyć się w piersi. Bo obecna sytuacja nie jest wynikiem zaniedbań kleru, ale wszystkich wiernych - wygodnie przerzucających odpowiedzialność za obecną sytuację kryzysu w Kościele na wszystkich wokół.

Zatem kolejnym ogromnym wyzwaniem stojącym przed wszystkimi katolikami jest przywrócenie sprawczości wiernym, nie będącym osobami wyświęconymi. Dotyczy to także kobiet, sióstr zakonnych, które wciąż bywają pomijane w dyskusji o przyszłości Kościoła, a stanowią element równie ważny co mężczyźni i kapłani.

Problem ten dostrzega wyraźnie papież Franciszek, który na początku tego roku formalnie dopuścił kobiety do posług lektoratu i akolitatu. To ważny krok, który przez lata był blokowany przez przeciwników kościelnych reform, obawiających się otwarcia drogi do wyświęcania kobiet.

ZAKAZANA HISTORIA POLSKIEGO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

Franciszek wyraźnie dostrzega konieczność szerszego włączenia wiernych, w szczególności kobiet, do działań Kościoła. Wielokrotnie mówił i pisał o tym otwarcie, mimo licznych sprzeciwów pojawiających się wśród hierarchów. Jednak droga, którą wyznacza obecny papież jest jasna i w przyszłości może przynieść wiele korzyści dla Kościoła.

Wydaje się, że w polskim Kościele mentalność klerykalna jest wciąż silna, choć widać już pierwsze dobre praktyki zmierzające ku jej osłabieniu. Warto przy tym wspomnieć diecezjalne synody i inne inicjatywy spotkań, do których zapraszani są liczni świeccy, także pozostający poza Kościołem. Otwarcie zamkniętych szczelnie przez wieki wrót instytucji nie odbywa się szybko, jednak postępuje.

Ważne jest, aby uświadamiać osobom świeckim że mogą już przez te wrota przejść i włączyć się w działania instytucji, zmieniając ją od środka. Bierna postawa wiernych przyczynia się w znaczącym stopniu do kryzysu w Kościele.

Konflikty

W Ewangelii zapisano, że Jezus modlił się żarliwie o jedność Kościoła. To ostatnie wyzwanie o jakim chciałbym wspomnieć. Jedności w Kościele nigdy nie było, przez wieki narastały podziały między różnymi odłamami chrześcijan, które teraz mozolnie zasypywane są na ścieżce ekumenizmu.

Niestety w łonie samego Kościoła katolickiego również dzisiaj trwają rozrywające go konflikty. Główną "oś" podziału można z bardzo dużym uproszczeniem poprowadzić między "tradycjonalistami" a "reformatorami". Jednak różnych odłamów i poglądów zarówno wśród jednych jak i drugich są setki.

Sam fakt występowania dyskusji wewnątrz instytucji jest czymś naturalnym i może prowadzić do wypracowywania nowych reform. Jednak wyzwaniem staje się skuteczna komunikacja dotycząca tych sporów i napięć, z którą współczesny Kościół sobie nie radzi. Dlatego zamiast spokojnej dyskusji często słyszeliśmy ostrą krytykę pod adresem różnych hierarchów lub samego papieża, otwarte wzywanie do buntów czy też zarzucanie Franciszkowi herezji. Takie metody "publicznej" rozmowy są szkodliwe i nie przynoszą żadnych korzyści, wprowadzając jedynie chaos.


Wolny od podobnych problemów nie jest także Kościół w Polsce, który nie wie jak komunikować swoje działania w związku z aferami pedofilskimi. Nie umieją tego robić niektórzy hierarchowie, wybierający milczenie zamiast prostego "przepraszam". W efekcie mamy sytuację, w której zamiast rozmowy następuje atak, zamiast przeprosin następuje obrażanie się na media, zamiast poszukiwania efektywnych dróg dotarcia z przekazem, następuje nieudolne komunikowanie rzeczy bardzo istotnych z punktu widzenia wiernych.

CAŁA PRAWDA O o. RYDZYKU

Innymi słowy: w dzisiejszym świecie "ogłoszenia parafialne" już nie wystarczą, a księża powinni dwa razy mocniej zastanowić się nad słowami, jakie wypowiadają publicznie. Użytkownicy internetu wytkną bowiem bezlitośnie każde potknięcie, błąd, czy niefortunnie wypowiedziane zdanie. Kościół nie umie się przed tym bronić. Dlaczego?

Na świecie nastąpiła rewolucyjna i najszybsza w historii zmiana paradygmatu komunikowania. Kościół ten fakt "przespał" i teraz zaczyna się budzić oraz panicznie poszukiwać nowych form docierania do wiernych. Paradoksalnie proces ten przyspieszyła pandemia koronawirusa, która wyprowadziła ludzi ze świątyń a jednocześnie zmusiła księży do poszukiwania nowych dróg w świecie wirtualnym.

Epidemia już zmieniła bardzo wiele i to być może na lepsze. Księża dostrzegli jak mogą wyglądać puste kościoły, jeśli nic się nie zmieni. Wielu wiernych poczuło zaś, jak bardzo świątynie i kapłani są im potrzebni. Rozpoczęło to procesy, których efekty pozostają jedynie w sferze domysłów. Odnoszę wrażenie, że rok epidemii zmienił w Kościele więcej, niż lata wewnętrznych reform. Fakt ten do jakiegoś stopnia wykorzystuje papież, który ostatnio zdecydował się na szereg kroków wcześniej nie do pomyślenia, jak wspomniane zwiększenie roli kobiet w Kościele, czy znaczącą obniżkę pensji kardynałów.

Pomocne w dotarciu do wszystkich wiernych okazać się mogą ciekawe inicjatywy w sieci, rekolekcje online, konferencje, vlogi, komentarze prowadzone przez dobrych kaznodziejów. Przykładem może być "katolicki netflix" prowadzony przez dominikanów.

Rafał Cieniek

Rafał Cieniek

Redaktor Onet Wiadomości

Data utworzenia: 4 kwietnia 2021, 11:33

LINK DO ARTYKUŁU 

wtorek, 22 grudnia 2020

Kryzys jest nie unikniony?

 


Jaki jest dziś Kościół w Polsce?


Justyna Kaczmarczyk

Religia

Wczoraj, 21 grudnia (06:00)


- Z jednej strony pogrążenie się w kulcie Jana Pawła II, z drugiej celebrowanie własnej wspaniałości i wystawny tryb życia. Właśnie te cechy zostały sparodiowane w postaci granej przez Janusza Gajosa w "Klerze". Widzę trzy symboliczne postaci sprawców dzisiejszej sytuacji w Kościele – mówi prof. Antoni Dudek. - Dziś kryzys dotyka całe społeczeństwo, co jest skutkiem pandemii i niepokojów społecznych. A Kościół jest częścią społeczeństwa – uważa z kolei rzecznik KEP ks. Leszek Gęsiak. Jaki jest dziś Kościół katolicki w Polsce?

Zdj. ilustracyjne / Jakub Kamiński /East News


- Trzy osoby z mojego bliskiego otoczenia dokonały apostazji, kilka jest w trakcie tego procesu, a mnóstwo odzywa się z pytaniem, jak to zrobić - mówi Marcin Musialik, który oficjalnie pożegnał się z Kościołem kilka tygodni temu. - Jedna z tych osób opowiadała, że odbyła dziwną rozmowę z proboszczem i musiała się nasłuchać, u dwóch pozostałych poszło zadziwiająco gładko. Ksiądz miał takie podejście, że dla Kościoła to też dobrze, żeby oczyścił się z tych, którzy tak naprawdę nie chcą w nim być. I udostępnił swoje druki apostazji - dodaje.

Rozwodów z Kościołem prawdopodobnie przybywa

Coraz mniej wiernych w Polsce chodzi w niedzielę do kościoła. Z najnowszych danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego za 2019 rok wynika, że odsetek dominicantes, czyli uczestników niedzielnej mszy, wyniósł 36,9 proc. Do komunii przystępowało 16,7 proc. wiernych.

Jeszcze dziesięć lat temu na msze w niedziele święte chodziło 41 proc. wiernych, a dwadzieścia lat temu - ponad 47 proc. Najwyższy wskaźnik ISKK odnotował w 1982 roku, czyli w stanie wojennym. Wówczas na niedzielną mszę świętą chodziło 57 proc. wiernych. Za to dużo mniej osób przyjmowało komunię ( 9,6 proc.). Liczba ta wzrastała, ale już nie rośnie.

- Odsetek Polaków uczestniczących w niedzielnej mszy świętej powoli, ale systematycznie zmniejsza się od mniej więcej 2006 roku. Od tamtego czasu, czyli po śmierci papieża Jana Pawła II, praktycznie nie zwiększa się już również odsetek osób przyjmujących komunię - zauważa ks. Wojciech Sadłoń, dyrektor ISKK.

Zmniejsza się liczba księży w Polsce, od lat maleje liczba zakonnic i zakonników. - Instytucjonalne ramy Kościoła katolickiego w naszym kraju nieco słabną - komentował ks. Sadłoń, prezentując najnowsze dane.

Prawdopodobnie przybywa apostatów.

Prawdopodobnie, bo dokładnych danych na ten temat jeszcze nie ma. Ostatnie informacje Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego zaprezentowała w 2012 roku (w 2010 r. było 459 apostatów, w latach 2006-2009 łącznie 1057). Później sprawy nie badano w związku ze "stosunkowo niewielką skalą zjawiska". Dziś temat wraca. -  W stosunku do liczby chrztów to wciąż niewielki odsetek, mamy jednak sygnały, nie tylko z mediów, że liczba aktów apostazji wzrosła - mówi Interii dyrektor ISKK.

Ewangelia w kawałkach

- Dlaczego dokonałem apostazji? Mówiąc językiem religijnym, po prostu nie dostąpiłem łaski wiary. Odkryłem, że nigdy tej wiary w sobie nie miałem, nawet w dzieciństwie, mimo że ganiano nas do kościoła - mówi Marcin Musialik. Jak przyznaje, była to przemyślana decyzja, z którą nosił się od dawna. Katalizatorem były jednak protesty po październikowej decyzji Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji.

- Dla mnie było oczywiste, że decyzja TK bezpośrednio jest związana z dużą presją Kościoła katolickiego, jaką wywiera on na polityków i społeczeństwo, przy jednoczesnym zakłamaniu tej instytucji. Byłoby mi łatwiej uwierzyć, że w kwestii aborcji Kościół chce dobrze, gdyby mury świątyń były pełne kapłanów i wiernych, którzy nie stosują się do nauki swojej wiary w wybiórczy sposób - mówi. - Nachodziłem się do kościoła, nasłuchałem i wiele pamiętam z Pisma Świętego. I czasem naprawdę trudno mi dostrzec w katolikach stosowanie się do prawd wiary, na które tak chętnie powołują się w sprawie aborcji, gdy chodzi np. o uchodźców - tłumaczy.

POMOC EZOTERYCZNA I MAGICZNA

Kocha, lubi, nie ufa

Badania pokazują, że zaufanie do Kościoła spada. W najnowszym sondażu zaufania przeprowadzonym przez IBRiS pod koniec listopada 2020 r. 40,4 proc. respondentów wskazało, że ufa Kościołowi, podczas gdy cztery lata temu było to 58 proc. (sondaże dla Onetu i Rzeczpospolitej).  W tym roku po raz pierwszy większy był odsetek nieufności (42,4 proc.) wobec Kościoła niż zaufania do tej instytucji.

Do myślenia daje także przeprowadzone na zlecenie "Rzeczpospolitej" w połowie listopada badanie IBRiS, w którym respondenci zostali poproszeni o ocenę swojego stosunku do Kościoła katolickiego w Polsce. Pozytywnie ocenia go 35 proc. badanych, negatywnie 32 proc., a neutralnie 31 proc. Zdecydowanie inaczej wygląda jednak sytuacja w grupie ludzi między 18. a 29. rokiem życia. Zaledwie 9 proc. młodych Polaków, badanych w sondażu, ma pozytywny stosunek do Kościoła. Negatywną ocenę wystawiło 47 proc. respondentów w tej grupie, 44 proc. wskazało na neutralny stosunek.

Złote, a skromne

Zdaniem prof. Antoniego Dudka, politologa i historyka, który od lat zajmuje się tematem Kościoła w Polsce, dziś instytucja ta jest w początkowej fazie głębokiego kryzysu, którego przyczyną są skandale pedofilskie i niezdolność odpowiedniej reakcji na nie i "inne zachowania kapłanów, które gorszą wiernych".

- Te 20-30 lat po upadku rządów komunistycznych Kościół w Polsce zmarnował na odcinanie kuponów od swojego sukcesu i osiadł na laurach - ocenia  prof. Dudek w rozmowie z Interią.

Zdaniem historyka dużą rolę odegrali w tym hierarchowie. - Widzę trzy symboliczne postaci sprawców dzisiejszego kryzysu: to wieloletni architekt polityki kadrowej Kościoła, były nuncjusz abp Józef Kowalczyk, abp Leszek Sławoj Głódź i kard. Stanisław Dziwisz. Z jednej strony pogrążenie się w kulcie Jana Pawła II, z drugiej celebrowanie własnej wspaniałości i wystawny tryb życia - właśnie te cechy zostały sparodiowane w postaci granej przez Janusza Gajosa w "Klerze" Wojciecha Smarzowskiego - komentuje.



Historyk zwraca też uwagę na "nadmierne zintegrowanie Kościoła z obozem rządzącym", ale uważa to za czynnik dodatkowy kryzysu. - Część księży i biskupów otwarcie deklaruje poparcie dla partii, a to powoduje, że Kościół pada ofiarą polaryzacji społecznej - zauważa.

Najlepsza odmiana

Z kolei ks. Grzegorz Strzelczyk, doktor teologii dogmatycznej, członek zarządu Fundacji Świętego Józefa i proboszcz tyskiej parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego, zauważa, że Kościół w Polsce ma dziś trudność w przekazywaniu wiary młodym. - To nie jest hipoteza, tylko smutny fakt. Dziś uczestniczą aktywnie w życiu Kościoła głównie osoby powyżej 60. roku życia. Młodzi laicyzują się w zastraszającym tempie - mówi. - Jest mniej powołań i mniej młodych kapłanów, a te duże roczniki "janopawłowe" odchodzą już na emerytury. Kościół traci wiernych, a z nimi przychody finansowe, grozi mu więc zapaść finansowa - wylicza.

CZEGO NIE WIE 99% WIERZĄCYCH

W jego opinii dziś w Polsce mamy "dramatyczne rozdarcie", jeśli chodzi zauważanie problemów Kościoła. - Obawiam się, że mnóstwo polskich katolików ciągle żyje w przekonaniu, że stanowimy najlepszą odmianę Kościoła, jaka funkcjonuje na świecie, a samo to, że mieliśmy papieża Polaka, stawia nas w jakiejś lepszej strefie. Widzę taką postawę i u duchownych, i u świeckich. To jest groźne. Nie pozwala dostrzegać patologii. Ten rodzaj pychy kroczy przed upadkiem - stwierdza w rozmowie z Interią.

Nie kryzys, a zjawiska kryzysowe

O różnym spojrzeniu na stan Kościoła w Polsce mówi też publicysta Tomasz Terlikowski. - Jeśli ucho przyłożymy z jednej strony, usłyszymy wyraźną dyskusję. Z drugiej - co najwyżej, że cytowanie statystyk to sianie paniki, problemem są media wrogie Kościołowi, neomarksizm i gender. Współczesna kultura niesie ze sobą pełen pakiet wyzwań, z którymi Kościół musi się zmierzyć, ale na pewno nie jest to główny ani jedyny problem - komentuje.

Inaczej do sprawy podchodzi Marcin Przeciszewski, prezes Katolickiej Agencji Informacyjnej. - Mamy do czynienia z pewnymi zjawiskami kryzysowymi, ale przeciwny jestem terminowi "kryzys Kościoła" - podkreśla.


Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak zaznacza z kolei, że dziś kryzys dotyka całe społeczeństwo, co jest skutkiem pandemii i niepokojów społecznych. - Kościół jest częścią społeczeństwa, a zatem odczuwa również skutki tego, co w społeczeństwie się dzieje - komentuje.

Marcin Przeciszewski jako jedno ze zjawisk kryzysowych wymienia kwestię wykorzystywania seksualnego w Kościele. - Dotarła do nas fala ujawnień skandali seksualnych i przypadków tuszowania pedofilii przez niektórych przełożonych, która przeszła już przez różne kraje - USA, Irlandię, Niemcy. Trzeba życzyć Kościołowi w Polsce, żeby z tą falą brudów, które, jak mówił Benedykt XVI, "mogą przyćmić blask wiary", jak najszybciej się uporał – komentuje.

Żaden nie dał pozytywnej oceny

To, w jaki sposób Kościół odpowie na problem wykorzystywania seksualnego, wydaje się być szczególnie ważne, jeśli chodzi o nastawienie osób młodych do tej instytucji. W przytaczanym powyżej badaniu IBRiS z połowy listopada pytano o ocenę działania Kościoła, jeśli chodzi o walkę z pedofilią. Pozytywnej noty nie dał ani jeden z respondentów z grupy w wieku 18-29 lat.

NAMIESTNICY BOGA CZY DIABŁA

Zdaniem Tomasza Terlikowskiego Kościół w Polsce nie ma dzisiaj pomysłu na młodych. - Ostatni był ks. Franciszek Blachnicki i jego oaza. Ten pomysł może się podobać albo nie, ale faktem jest, że miliony młodych ludzi przeszły przez tę formację w latach 70 i 80-tych ubiegłego wieku. Potem sprawę za polskich biskupów załatwiał Ojciec Święty Jan Paweł II. Można było funkcjonować od pielgrzymki do pielgrzymki - mówi. Jak zauważa, dziś widać pewne inicjatywy, ale są one "punktowe".


Z opinią, że Kościół nie ma dziś pomysłu na młodych, nie zgadza się Marcin Przeciszewski. - Pomysłów jest wiele, jak Światowe Dni Młodzieży, fenomen Lednicy, czy wiele świetnych duszpasterstw akademickich - wymienia. - Ale ewidentnie wymaga to dalszej refleksji - dodaje.

Młodzi zaangażowani

Rzecznik Episkopatu ks. Leszek Gęsiak uważa, że doświadczamy dziś "niesamowitego ożywienia i zaangażowania" młodych w Kościele. - Z jednej strony młodzi są bardzo aktywni w przestrzeni internetowej, biorą udział w rekolekcjach, spotkaniach wspólnot on-line czy zbiórkach charytatywnych (...), z drugiej, mimo ograniczeń, nie ustają prowadzone przez nich inicjatywy pomocy dla innych: chorych, potrzebujących, samotnych, bezdomnych, starszych - stwierdza. I wymienia m.in. działania wspólnoty Sain’Egidio, wolontariuszy Caritas, członków Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży czy młodych rodzin Ruchu Światło-Życie. - W całej Polsce, codziennie, tysiące młodych ludzi zaangażowanych jest w życie Kościoła, w różnego rodzaju działalność na rzecz tych, którzy pomocy duchowej i materialnej bardzo potrzebują. I nie ma cienia wątpliwości, że ta postawa i zaangażowanie wynikają z ich świadomego wyboru drogi i systemu wartości, jaki daje Ewangelia - komentuje dla Interii.

TAJNA INSTRUKCJA WATYKAŃSKA

Marcin Przeciszewski zauważa, że Kościół musi znaleźć odpowiedni język, by do młodych ludzi dotrzeć. -  Widać, że młodzi mają problem z chrześcijańskim rozumieniem wolności czy akceptacją katolickiej etyki seksualnej. Klucz do tego, czy zostaną w Kościele, jest w tym, na ile będziemy im w stanie wyjaśnić sens katolickiego pojmowania sfery seksualnej, nie jako systemu zakazów, ale drogi do szczęścia. Mistrzem był w tym Jan Paweł II - uważa.

Pokolenie z wymaganiami

Tomasz Terlikowski także zwraca uwagę na język. Mówi jednak, że dziś Kościół stracił przekaz. - Nie potrafi sformułować własnej, mówionej językiem teologicznym, ewangelicznym, odpowiedzi na wyzwania współczesności. Przejmuje język polityki albo milczy - mówi. Zauważa, jak ważna jest przy tym reakcja hierarchów. Jako przykład podaje kwestie związane ze skandalami seksualnymi.

- W tym temacie głos zabiera najczęściej abp Wojciech Polak, bo jest delegatem ds. ochrony dzieci i młodzieży. Czasem, choć nie za często, abp Grzegorz Ryś. Zdarzały się wypowiedzi, choć już coraz rzadziej, abpa Stanisława Gądeckiego, przewodniczącego Episkopatu. Głos zabiera kilku biskupów pomocniczych, m.in. bp Adrian Galbas, bp Damian Muskus, bp Mirosław Milewski. Poza tym mamy dominujące milczenie, jakby nie było problemu. Jakby nie było zaskakujących teologicznie wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka - mówi.

Zauważa też, że żaden hierarcha nie wyszedł do młodych, którzy na fali protestów po orzeczeniu TK z 22 października protestowali na ulicach. - Prawdą jest, że nieśli ze sobą często antychrześcijańskie hasła, ale rolą Kościoła nie jest ich potępienie, tylko wyjście do nich, próba rozmowy, skierowanie przesłania Ewangelii - komentuje.

Ks. Grzegorz Strzelczyk zwraca natomiast uwagę na inną grupę wiekową wiernych. - Między "starsi, którzy już są", a "młodzi, którzy nie przyjdą" jest środek, ludzie w wieku 30-50 lat. To ostatni dzwonek, żeby o nich zawalczyć, by nie przegrać pokolenia, które może przekazać wiarę następnym - mówi. Jak dodaje, jest to pokolenie, które ma pewne wymagania - oczekuje przejrzystości finansowej, możliwości uczestniczenia, stosowania zasady pomocniczości, a przede wszystkim głoszenia wiary w taki sposób, żeby odpowiadała ona potrzebom. - To ludzie, którzy oszczędnie zarządzają czasem i ważne, żeby Kościół umiał im zaoferować propozycje dotyczące duchowości, które są bogate w treść, konkretne - mówi.

"Kremówkowanie" Wojtyły

Taki był przekaz Jana Pawła II - przekonuje w swojej książce o. Maciej Zięba, autor "Pontyfikatu na czasy zamętu". "Jego postawa [JP2 - red.], myślenie oraz działania także dziś mogą wiele nam pomóc w rozumieniu chrześcijańskiego powołania oraz Kościoła i świata" - pisze o. Zięba.

Problem w tym - zauważa ks. Strzelczyk - że nauka Jana Pawła II odbierana jest powierzchownie.

JPII NIEWYGODNE FAKTY PONTYFIKATU

- Jeszcze może do upadku komunizmu było poważne mierzenie się z tą myślą, ona rzeczywiście zapładniała. Pamiętam, jak ludzie siadali do tekstów papieskich z wypiekami na twarzy, bo one były powiewem wolności - wspomina. Jego zdaniem, odbiór pontyfikatu papieża Polaka przybrał w dużej mierze ludyczną formę. - Jan Paweł II stawał się taką postacią do świętowania, co przy okazji pozwalało świętować naszą narodową wielkość - mówi ks. Strzelczyk.

Dr Paulina Guzik z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie nazywa to "zakremówkowaniem" papieża. 


- Traktowaliśmy go jako emocjonalne dobro narodowe. Nie tylko świeccy, ale też księża i biskupi. A on był przywódcą przez przykład i choćby z tej wizji przywództwa i bardzo ludzkiego zarządzania Kościołem powinniśmy dziś skorzystać - wskazuje.

- Gdyby każda kuria w Polsce działała na przykład w kwestii komunikacji tak jak Sala Stampa za Jana Pawła II, z profesjonalnym rzecznikiem odpowiadającym natychmiast na pytania dziennikarzy, z rzecznikiem, który ma dobry dostęp do "szefa" - sytuacja Kościoła w Polsce byłaby o wiele bardziej optymistyczna. A to tylko jeden obszar z setek, w których nie uczymy się od papieża Polaka - komentuje.

Mimo wszystko

- Dlaczego mimo wszystko jestem w Kościele? Mam głębokie wewnętrzne przekonanie, że jest tu Bóg - mówi w rozmowie z Interią Justyna Zorn, katoliczka z Trójmiasta. Sama krytycznie patrzy na wiele działań Kościoła i jego instytucji. W 2019 roku zainicjowała protest przed kurią w Gdańsku. Był to wyraz sprzeciwu wobec działań ówczesnego metropolity gdańskiego abpa Leszka Sławoja Głódzia, któremu zarzucano m.in. mobbing. Doprowadziła też do publikacji we włoskiej prasie skierowanego do papieża Franciszka apelu o działania w sprawie tuszowania przypadków pedofilii w Kościele katolickim w Polsce.

- Trzyma mnie też bardzo mocno moja wspólnota parafialna, a mam szczęście być w jednej z najlepszych parafii w Polsce - parafii św. Mikołaja w Gdyni. To wspólnota otwarta na świeckich, na ludzi potrzebujących. To parafia, która nie wyklucza. Dzięki temu widzę, że Kościół może wyglądać inaczej, może głosić Ewangelię każdemu - przyznaje.

Justyna Kaczmarczyk

LINK DO ARTYKUŁU

KOMENTARZE:

~DziadekBogdan- Dzisiaj (15:22)

Wszyscy którzy wypowiadają się na temat wiary, religii czy Kościoła popełniają jeden ale istotny błąd nie rozróżniają jednego, że Kościół to Wierni i pasożytniczy Kler. A jak można opluwać samego siebie mówiąc, że Kościół robi to czy tamto źle. Źle wykonują swoją posługę wierni zorganizowani w klubie zwanym Kler a nie Wierni. Więc trzeba zreformować przede wszystkim Kler: 1. Znieść celibat, 2. znieść spowiedź na ucho, 3. Odebrać zarządzanie majątkiem Kościoła proboszczom i przywrócić Wiernym. Księża będą mieli więcej czasu na nauczanie a nie na liczenie stanu konta.

~oliwa wypływa- Wczoraj (14:58)

ZBAWCA świata w Ewangelii Mateusza 23:9 zakazuje tytułowania w Kościele kogoś OJCEM, więc OJCIEC RYDZYK lub papież - OJCIEC ŚWIĘTY to deptanie po słowach ZBAWCY, pogarda wobec JEGO słów ...... Słowa z natchnionej Biblii których nie mówiono nam na religii : " Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, (3) nie oddający się pijaństwu, nie zadzierzysty, lecz łagodny, nie swarliwy, nie chciwy na grosz, (4) który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, (5) bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?" - 1 list apostoła Pawła do Tymoteusza Biblia Warszawska - Pismo Święte ...... prawdziwy KOŚCIÓŁ to rodzina [dzieci światłości] a nie organizacja z hierarchią jak w korporacji lub w firmie gdzie jest cennik za różne "usługi" - nawet za pogrzeb. "Ładna" mi rodzina. Rzymski katolicyzm nie reprezentuje ZMARTWYCHWSTAŁEGO BOGA JEZUSA ... Biblia mówi że biskup to nie hierarcha, nie ktoś ważniejszy od innych. Wg Biblii biskup - po grecku episkopos to powinien być człowiek świecący przykładem w życiu rodzinnym, społecznym i pośród innych wierzących. To nie władca nad świeckimi jak to np w rzymskim katolicyzmie ... Wg Słowa BOŻEGO powinien mieć żonę i dzieci bo jak nie umie troszczyć się o swoją rodzinę, to nie będzie umiał i o innych. Rzymski katolicyzm odrzuca naukę SŁOWO BOŻEGO zasłaniając się swoim celibatem ......Nie znałem JEZUSA, nie znałem PRAWDZIWEGO ŻYWEGO BOGA bo uczono mnie rytuałów i ceremonii. Pójść w taki i taki dzień do pewnego budynku o pewnej godzinie. Powstań, uklęknij, usiądź. Powstań, uklęknij, usiądź. Powtarzaj różne słowa, różne wyuczone formułki za mistrzem ceremonii który ubiorem, gestami i formułkami przypomina raczej czarownika rzucającego zaklęcia. Słyszę słowa : "bracia i siostry" ale nie widać nic z tego w życiu ludzi. Dużo kadzidła, dużo poważnych min, dużo pompatycznych rzeczy mających robić wrażenia zmysłowe i wprowadzać atmosferę tajemniczości - ale w środku widzę martwotę, pustkę, sztuczność. Mimo że wtedy nie znałem kompletnie Biblii to widziałem, czułem że to wszystko co się tu dzieje jest sztuczne, nieprawdzie, obce JEZUSOWI. Teatr z wyreżyserowanym sprytnie spektaklem gdzie odgrywa się role których nauczono człowieka, a widowni w ławkach wmówiono że to nie teatr - ale że jest to prawdziwe życie i coś im niezbędnego do życia. " Odpowiedział mu Jezus: Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Jeśli się ktoś nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć królestwa Bożego " - Ewangelia Jana 3:3 .... Szczepan w biblijnych Dziejach Apostolskich 7:49 mówi : "Ale Najwyższy nie mieszka w budowlach rękami uczynionych, jak mówi prorok" .... Lepiej szczerze w domu, w lesie itd porozmawiać z NIM szczerze z serca, niż robić coś na pokaz lub mówić wyuczone na pamięć wierszyki. Gdybym wyuczył się na pamięć jakiegoś tekstu i mówił nim do ziemskiego ojca, to nie uznałby tego za rozmowę i gdybym powtarzałbym w koło ileś razy to pomyślałby że zwariowałem. Rzymski katolicyzm nie ma 2000 lat ale około 1600 [dekrety teodozjańskie]. ______________ Artykuł : "Jezus Stwórcą życia - informacja w DNA" _______" Forum Biblia o kulistej ziemi " ______ " Biblijne dowody że czyściec jest bluźnierstwem - fałszywe bilety do nieba część" _______ artykuł : " Nie potrzebujesz księży i hostii do przebaczenia, zbawienia część 2 - pseudo-duchowy pokarm nie przyniesie owocu ducha " ______"Cudowna prawda w ostatnim zdaniu Biblii Objawienie Jana 22:21 - Ewangelia Prawdziwej Łaski część 7" ___ ____"athanasia chrześcijanie będą mieć nowe niezniszczalne ciała" _______" Błędy w naukach Świadków Jehowy część 2 transfuzja i krwiodawstwo "

~no cóż!- Wczoraj (16:48)

Tak naprawdę to Kościół stracił wizerunkowo kiedy okazało się, że buta biskupów jest większa niż ich brzuchy! "Dla dobra Kościoła" byli gotowi wyciszać afery pedofilskie, złamane śluby czystości czy nie zauważali nadmiernego bogacenia się niektórych księży i duchownych wyższego szczebla. Nie zwracali uwagi na "cenniki" za posługę typu chrzest , ślub , pogrzeb czy zamawianie mszy i stawki za msze o określonej godzinie i dniu tygodnia! Ale to akurat trwa od dziesiątków lat! Już moja babcia skąd inąd religijna kobieta powtarzała, gdy ksiądz kręcił nosem na ofiarę : "Kto ma księdza w rodzie tego bieda nie bodzie"! Teraz to już niektórzy ZAZNACZM niektórzy księża nie mają żadnych hamulców! Gdy zmarła ciocia i wujek poszedł, ubrany jak zwykł chodzić w garniturze, do księdza by zamówić pogrzeb i pochówek usłyszał, że msza będzie kosztowała 600zł! Gdy zwrócił uwagę, że to dużo i nie ma aż tyle pieniędzy bo jeszcze trzeba opłacić firme pogrzebową to usłyszał : " Tak jak patrzę na Pana to Pana raczej stać na te pieniądze"!!!! Czysta beszczelność! Tyle, że proboszcz miał pecha bo wujek miał znajomego biskupa pomocniczego. Suma sumarum pochówek odbył się za co łaska czyli za 200 zł tyle, że proboszcz wysyczał wujkowi, że "Przecież mogli się porozumieć bez udziału biskupa" no i od tej pory jest obrażony na wujka! Taka buta!

~kik- Wczoraj (15:09)

Kiedyś był taki film "Komandosi z Navarony". Jest tam taka scena, jak saper Muller siedzi i słychać wybuch bomb w tamie. Jeden z żołnierzy pyta- i co teraz będzie? Nic się nie dzieje. Na to Muller odpowiada-spokojnie, zostaw to czasowi. I faktycznie po pewnym czasie, tama zaczęła się rozwalać. Dlaczego to przytoczyłem? Bo Kościół jest jak ta tama. Ktoś pod nią podłożył bomby. Jak wybuchło, od razu się nie zawaliła. Potrzeba było trochę czasu, aby fizyka i czas zaczął działać. Kościół przeoczył "podłożenie bomby" pod tamę, czyli tuszował swoje występki. Nie przyznawał się, przedstawiał absurdalne powody, bo dzieci same wchodziły do łóżek księdzu, itp. czas i inna fizyka zaczęła działać. Ten proces jest nieunikniony. To że (analogia do tamy) jest coraz większa rysa, to zasługa samego kościoła. Jeszcze tylko kilka lat, i to pokolenie które wchodzi w dorosłe życie, za chwilę z kościołem nie będzie chciało mieć nic do czynienia.

~katowiczanin- Wczoraj (16:57)

To nie kryzys.to początek agonii, młodzi, myślący nie chcą być dłużej wykorzystywani przez ksieży, nie chcą już chodzić na religię, pycha księży i wizja tylko kasy zniechęciła ich do księży, kościół traktują już jako obiekt architektoniczny, a ksiądz to osoba chciwa, pazerna, wszystko za kasę wystarczy przypomnieć prezesa TVP, jego żądze, wszystko za kasę i koronki w TVP, a Wawel miejsce królów polskich ? kto miejsce dla Lecha tam sprzedał? bo z pewnościa nie była to wola narodu, tylko jak zwykle prezesa.

~ja- Wczoraj (18:31)

na obchodach RMaryja "nic się nie stało". Wstyd za urzędników państwowych, którzy siedzieli w pierwszych ławach i nie zareagowali na "męczennika" chroniącego pedofili. Coraz częściej łapię się za głowę jak obserwuję to wszystko. Problem z naszymi politykami często jest taki, że zagłosujesz, a potem trzeba się za nich wstydzić. Na nikogo nie liczę oprócz siebie. Jak ktoś jest pracowity, zaradny i bezdzietny, żadna, partia, polityk, rząd mu nie pomoże bardziej niż on sam. Co innego jak by był nierobem bez kwalifikacji i umiejętności z kupą dzieci. Dlatego trzeba inwestować w siebie. Żeby ludzie mieli większe szanse, muszą chcieć coś zmienić, coś zrobić zamiast czekać aż ktoś za nich coś zrobi. Przeczytajcie sobie ksiazke pt. Emeytura nie jest Ci potrzebna – Pokazuje jak kilka prostych decyzji może spowodować że zbudujemy majątek i osiągniemy finansową wolność.

~jura- Wczoraj (14:53)

A oto cytat godny przemyślenia i zastanowienia ! "Zrozumiałem, że to, w co dotychczas wierzyłem, nie jest prawdziwe. Ów "jeden święty, powszechny i apostolski Kościół" to kłamstwo, ściema. Jest wiele Kościołów, natomiast ten, który uważa się za "jedyny prawdziwy" tak naprawdę nie został założony przez Jezusa, tylko powstał wskutek działań politycznych cesarza rzymskiego Konstantyna w IV wieku. Doszło do odrzucenia i zdystansowania się od Biblii na rzecz filozofii greckiej i prawa rzymskiego, które później stało się wzorem prawa cywilizacji zachodniej. Natomiast duchowo Kościół katolicki to konglomerat wpływów różnych wcześniejszych religii włącznie z Babilonem, Egiptem, Grecją, Rzymem plus tzw. Święta Tradycja, która narastała przez wieki. Kościół katolicki to uświęcił, nazwał "Tradycją" przez duże "T" i uważa za podstawę bożego objawienia. Kościół katolicki nie opiera się na Biblii; on jej używa, ale głównie po to, żeby manipulować nią i uwiarygadniać swój system. Najważniejsze jest tzw. Magisterium Kościoła, czyli hierarchia. To, co powie papież, biskup, proboszcz jest rozstrzygające – niezależnie od tego, co napisano w Biblii. Większość dogmatów Kościoła katolickiego nie ma biblijnych podstaw. Sakramenty, kult świętych, system pośrednictwa, kapłaństwo, celibat – przecież tego w Biblii nie ma!