Pięć
największych wyzwań stojących przed Kościołem [ANALIZA]
Kościół katolicki znajduje
się w trudnej sytuacji. Niektórzy uważają wręcz, że jest ona
dramatyczna, szczególnie w Polsce. Daleki jestem od skrajnych
opinii, jednak z pewnością przed hierarchami, księżmi i wiernymi
wiele wyzwań. Niekiedy trudnych i bolesnych, często też
domagających się pilnych działań. Przedstawiam pięć
najważniejszych spraw, z którymi Kościół będzie musiał się
zmierzyć w najbliższym czasie.
Pedofilia
Problem pedofilii wśród
duchownych wywołał kryzys w Kościele na całym świecie. Coraz
mocniej uwidacznia się on również w Polsce. Mimo podejmowanych
przez papieża Franciszka i wielu hierarchów działań, wciąż nie
uporano się z sytuacją. Wystarczy wspomnieć tylko kilka ostatnich
przykładów z krajowego podwórka: sprawa ks. Andrzeja Dymera,
przypadek Janusza Szymika, zachowanie bpa Dzięgi, bpa Janiaka, kard.
Gulbinowicza czy kard. Dziwisza.
Odpowiedź na pytanie dlaczego
Kościół nie radzi sobie z problemem pedofilii jest złożona.
Jedną z przyczyn jest z pewnością sposób rozumowania wielu
hierarchów, duchownych i świeckich, którzy przez lata uważali że
podobne sprawy należy rozwiązywać we własnym gronie. To postawa w
pewnym sensie zrozumiała i bliska wielu osobom, nie tylko w
Kościele, ale w każdej organizacji a nawet w rodzinach. Żadna
firma, partia polityczna, stowarzyszenie itd. nie chcą, aby ich
problemy wychodziły na światło dzienne, bo mogłoby to negatywnie
rzutować na obraz całości.
Jednak podobny sposób myślenia
wydaje się błędny i przestarzały. Wielu spraw, a już szczególnie
tych które dotyczą krzywdy dzieci nie można po prostu "zamiatać
pod dywan". I to szczególnie w Kościele, który dla wiernych
jest depozytariuszem moralności i prawdy. Inne organizacje zazwyczaj
nie pretendują do roli etycznych autorytetów, dlatego też tak
bulwersuje każda skaza w łonie samego Kościoła.
O CZYM NIE WIE 99% KATOLIKÓW
A skazy są bardzo poważne i
bolesne. Zachowanie hierarchów unikających odpowiedzialności za
działania podległych im księży jest w najlepszy razie
niezrozumiałe. Nic więc dziwnego, że na biskupów wylewa się fala
krytyki. Sytuacja taka ma miejsce nie tylko w Polsce, ale właściwie
na całym świecie.
Przyczyn nierozwiązania problemów
związanych z pedofilią w Kościele można się też doszukiwać w
wieloletnich zaniedbaniach w zakresie edukacji kapłanów. Widać
dziś poprawę w tym zakresie, jednak zaowocuje ona dopiero w
przyszłości, gdy dzisiejsi młodzi księża zostaną biskupami i
zastąpią starszych hierarchów.
Co zatem zrobić, aby zażegnać
obecny kryzys? Rozwiązanie wydaje się proste: wprowadzić pełną
przejrzystość w sprawach oskarżeń o pedofilię wysuwanych wobec
osób duchownych, ujawniać wyniki postępowań i procesów
kanonicznych oraz każdy przypadek zgłaszać odpowiednim służbom.
Optymizmem napawa fakt, że takie podejście stosowane przez coraz
większą część biskupów. Pesymistyczne jest jednak to, że wciąż
wielu hierarchów nie widzi potrzeby takich działań i woli bolesne
sprawy ukrywać.
Jeśli postawi się dobro ofiar na
pierwszym miejscu, cała reszta nie będzie szkodzić Kościołowi.
Przestępcy znajdują się wszędzie, niezależnie od wyznania, rasy
czy orientacji seksualnej i ludzie to rozumieją. Nie rozumieją
natomiast ukrywania faktów i wydłużania cierpień ofiar w imię
źle rozumianej ochrony instytucji.
Tłumaczenia o tym, że ochronie
powinny podlegać również osoby, którym nie udowodniono winy jest
słuszne, ale przy jednym zastrzeżeniu. Postępowania w przypadku
oskarżeń o pedofilię powinny odbywać się w błyskawicznym
tempie. Zarówno na poziomie policji i prokuratury, jak i w przypadku
postępowań kanonicznych. Przyspieszenie procedur jest kluczowe,
zarówno dla oskarżających jak i domniemanych sprawców. Wszystkim
powinno zależeć na maksymalnie szybkim wyjaśnieniu spraw, a ich
przewlekanie świadczy jak najgorzej przede wszystkim o podejrzanych.
Dzięki
papieżowi Franciszkowi nastąpił duży przełom w kwestii szybkości
postępowań kanonicznych. Świadczą o tym spraw z polskiego
podwórka. Kard. Glubinowicz został surowo ukarany przez
Watykan na kilka dni przed śmiercią, bp Edward Janiak i abp
Sławoj Leszek Głódź ostatnio otrzymali zakaz zamieszkania i
celebrowania jakichkolwiek uroczystości w swoich diecezjach oraz
nakaz wpłacenia środków na Fundację św. Józefa, pomagającą
ofiarom pedofilii.
NAMIESTNICY BOGA CZY DIABŁA
Nie wszystko jest jednak tak, jak
być powinno. Choć biskupi zostali ukarani, to wciąż nie wiemy
jakie to winy Watykan uznał za prawdziwe. Wielu ludzi zastanawia się
nad tym i domaga pełnej jawności i to jak najszybciej. Znając
jednak struktury rządzące Stolicą Apostolską trzeba sobie zdawać
sprawę, że jakiekolwiek przyspieszenie toczących się w jej łonie
reform trwa całymi latami.
Zmaga się z tym obecny papież i
to od samego początku swojego pontyfikatu. Można się wręcz
pokusić o stwierdzenie, że już dokonał niemożliwego i
przyspieszył powolne procedury watykańskie do stopnia wcześniej
nieznanego w historii. Dla wielu osób to za mało, jednak rewolucja
Franciszka postępuje a jej rzeczywiste efekty być może poznamy
dopiero lata po odejściu papieża.
Czasy systemowego ukrywania
przypadków pedofilii i obojętności Kościoła wobec ofiar
bezpowrotnie minęły zarówno w Polsce jak i na całym świecie. Im
szybciej zrozumieją to wszyscy hierarchowie (także ci w Watykanie),
tym szybciej zażegnany zostanie obecny kryzys. Oczyszczenie i
przejrzystość mogą pomóc Kościołowi i go wzmocnić, podczas gdy
każdy miesiąc bezczynności powodował będzie tylko dalszy spadek
zaufania i pogłębianie kryzysu.
Obrona życia
Drugie
wyzwanie stojące przed Kościołem dotyczy kwestii obrony życia.
Coraz większa liczba krajów na całym świecie zezwala na legalną
aborcję i eutanazję. Widać też rosnące, społeczne
przyzwolenie na podobne uregulowania prawne.
Kościół od zawsze stoi na
stanowisku obrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci. I to
się nie zmieni, wpisane jest bowiem w samą esencję
chrześcijaństwa. Jednak twarde obstawanie przy swoim stanowisku bez
prób zrozumienia współczesnego świata, przynosi Kościołowi
coraz więcej klęsk. Widać to na przykładzie krajów Zachodu,
które zalegalizowały aborcję i godzą się na eutanazję.
Dużo emocji w Polsce wzbudziła
sprawa Polaka z Wielkiej Brytanii, który na wniosek lekarzy, za
zgodą części rodziny i sądu został odłączony od aparatury
podtrzymującej życie. Mimo włączenia się w sprawę polskiego
Kościoła, polityków i dyplomacji mężczyzna ostatecznie został
odłączony i zmarł. Wywołało to szeroką dyskusję wokół
eutanazji w Polsce oraz falę krytyki wobec upolitycznienia sprawy,
która z punktu widzenia nauczania Kościoła wcale nie była
oczywistym złem.
PRAWDA O JPII
Lekarze stwierdzili bowiem śmieć
mózgu Polaka, co oznacza, że poddawany był on jedynie uporczywej
terapii podtrzymującej funkcje życiowe organizmu, jednak nic nie
mogło pomóc mu już wrócić do zdrowia. W takiej sytuacji
odłączenie aparatury podtrzymującej życie jest wręcz aktem
miłosierdzia. Kościół nie wykorzystał szansy na skuteczne
zakomunikowanie tego faktu, który jest bardzo ważny z perspektywy
transplantacji narządów osób po wypadkach.
Dyskusję wokół wspomnianej
sprawy można zrozumieć, bowiem w Polsce wciąż kuleje edukacja i
wiedza na temat zagadnień bioetycznych oraz stanowiska Kościoła w
tych sprawach. Inaczej przebiega dyskusja w bogatszych krajach, gdzie
aborcję i eutanazję uważa się coraz powszechniej wręcz za
element praw człowieka.
W
tym kontekście wiele osób uważa, że zeszłoroczny wyrok
Trybunału Konstytucyjnego, który de facto zniósł obowiązujący w
Polsce kompromis aborcyjny, był zwycięstwem ruchów pro-life.
Jednak zwycięstwo może niebawem obrócić się w sromotną klęskę
i to szczególne wyzwanie stojące przed Kościołem w Polsce.
Nie ma wątpliwości, że prędzej
czy później konserwatywna władza w naszym kraju się zmieni.
Odchodzenie młodzieży od Kościoła i wzrastająca popularność
poglądów liberalnych świadczą o tym, że de facto ruchy pro-life
przegrywają walkę o umysły i serca ludzi w naszym kraju.
Co nastąpi po zmianie władzy?
Większość partii będących obecnie w opozycji zapowiada
liberalizację prawa aborcyjnego. Być może potrzebne będzie
referendum w tej sprawie. Gdyby do niego doszło, wyniku nie można
być pewnym. Według sondaży publikowanych w tym roku większość
chce powrotu do kompromisu sprzed wyroku TK (ok. 30 proc.) lub
znaczącego zliberalizowania prawa do aborcji (ok. 40 proc.).
I choć przeciwników aborcji wciąż
jest w Polsce sporo, to nie można się łudzić, że taka sytuacja
potrwa wiecznie. Twarde stanowisko Kościoła, edukacja w postaci
lekcji religii w szkołach, liczne kazania i dokumenty na temat
aborcji i eutanazji jak do tej pory nie przyniosły oczekiwanych
rezultatów, wręcz przeciwnie. Czy Kościół może w ogóle coś
zrobić, aby powstrzymać postępującą laicyzację?
Na powyższe pytanie nie ma
jednoznacznej odpowiedzi, choć Kościół szuka jej już od wielu
lat. Przede wszystkim konieczne jest przywrócenie wiarygodności
Kościoła w kwestiach moralnych, co powinno odbyć się poprzez
rozliczenie i oczyszczenie z przeszłością. Proces ten
zapoczątkował jeszcze Sobór Watykański II a potem Jan Paweł II,
przepraszając za grzechy i zaniedbania czynione przez lata.
KOŚCIÓŁ KATOLICKI - ORGANIZACJA PRZESTĘPCZA
Wciąż jednak w oczach
społeczeństwa nie doszło do rzeczywistego oczyszczenia i
rozliczenia nadużyć duchownych. Kolejne skandale, zachłanność,
brak chęci do uderzenia się w piersi i naprawienia krzywd nie
budują moralnej wiarygodności Kościoła, a wręcz ją burzą. Czy
rozlicznie się ze złą przeszłością wystarczy? Na pewno nie, ale
jest to początek drogi, która ostatecznie wyprowadzi Kościół z
obecnego kryzysu.
Zwolennikiem takiego jasnego
rozliczenia się z przeszłością jest też papież Franciszek.
Wskazuje on również dalsze kroki, które powinny zostać podjęte.
Postuluje postawienie najsłabszych i wykluczonych w centrum
Kościoła, a powrót do pokornej służby ludziom stawia przed
moralizowaniem i ocenianiem. Oczyszczenie i pójście drogą
wyznaczoną przez Franciszka może być odpowiedzią na kryzys
laicyzacji oraz sposobem na uwiarygodnienie przekazu Kościoła
walczącego o każde, absolutnie każde życie.
Młodzież
"Młodzież jest nadzieją
Kościoła" - mawiał św. Jan Paweł II. Papież Polak
doskonale zdawał sobie sprawę, że walka o "rząd dusz"
rozpoczyna się od najmłodszych lat. Nie mógł jednak przewidzieć
tego, jak rozwinie się technologia i w którą stronę pójdzie
świat.
Dzisiaj młodzież (ale i wielu
dorosłych) jest dosłownie "zatopiona" w świecie mediów
społecznościowych i internetu. Można w nim znaleźć sporo treści
zgodnych z nauczaniem Kościoła i wiele razy więcej treści
przeciwnych temu nauczaniu. Wpływ na młodych ludzi mają poglądy i
zachowania osób - rówieśników, celebrytów i influencerów - z
całego świata. Wśród nich niewielki odsetek stanowią osoby
wierzące.
Nic więc dziwnego, że w czasach
postępującej laicyzacji, odchodzenia od tradycyjnych i
konserwatywnych wartości oraz licznych skandali wstrząsających
Kościołem, coraz mniej osób młodych postrzega go jako
depozytariusza istotnych wartości moralnych. Nawet zaś jeśli tak
go postrzega, to nie uważa że konieczne są z nim jakieś bliższe
związki.
Sytuację tę przewidział papież
Benedykt XVI, który jeszcze jako ksiądz, w latach 60. ubiegłego
wieku pisał i mówił o nadchodzącym kryzysie Kościoła, który
odbierze mu wiele przywilejów oraz wstrząśnie instytucją i ludźmi
na całym świecie. Przyszły papież widział jednak "światełko
w tunelu" i już wtedy twierdził, że z gruzów "starego
Kościoła" powstanie nowa instytucja z dużo mniejszą liczbą
wiernych. Za to wiernych doskonale rozumiejących istotę i ducha
nauczania przekazywanego przez Jezusa.
TAJNA INSTRUKCJA JPII
Czy istnieje zatem sposób, aby
przyciągnąć młodych do Kościoła? Z pewnością warto szerzej
informować o wielu genialnych inicjatywach podejmowanych przez
duchownych i świeckich, którzy swoją działalnością charytatywną
pomagają dziesiątkom osób. Oczywiście w taką działalność
angażują się nie tylko instytucje związane z Kościołem. Jednak
mam wrażenie, że te kościelne inicjatywy nie są często w żaden
sposób rozgłaszane.
Młodzież nie znosi też obłudy i
zakłamania. A niestety liczne skandale oraz to w jaki sposób są
one przedstawiane przez media pokazują tę najgorszą twarz Kościoła
i mogą sugerować, że jest ona dominująca. To oczywista nieprawda
dla każdego, który nawet lekko interesuje się sprawami
kościelnymi. Tym niemniej w obecnej sytuacji i przy niechęci części
hierarchów do oczyszczenia, taki przekaz zaczyna dominować i
kształtować negatywne postawy młodzieży wobec obłudy instytucji.
Ważny aspekt dotyczy również
nauczania religii w szkołach. Trzeba jasno powiedzieć, że skoro
młodzi odchodzą od Kościoła, to obecny system nie zdał egzaminu.
Być może rozwiązaniem byłoby przeniesienie nauczania religii z
powrotem do parafii, do środowiska wiary i wyrwanie jej ze
świeckiego środowiska szkół.
Zapewne liczba uczęszczających na
lekcje do parafii spadłaby znacznie. Z drugiej strony może warto
edukować tych, którzy na prawdę tego chcą. Dzisiaj religia w
szkołach często bywa traktowana jako dodatkowa wolna godzina,
czasem jako miejsce do ścierania się poglądów pro i
antykościelnych. Tylko że w nauczaniu religii wcale nie o to
chodzi. Zamiast masowości w szkołach, lepiej ograniczyć liczbę
uczestników lekcji, a w zamian wyedukować ich solidnie.
Młodzież wymaga szczególnej
uwagi i jej zatrzymanie lub ponowne włączenie do Kościoła jest
jednym z najważniejszych wyzwań jakie stoją przed wszystkimi
wierzącymi.
Świeccy
I tu pojawia się kolejne wyzwanie
stojące przed Kościołem. Chodzi o szersze włączenie świeckich,
a szczególnie kobiet w działalność instytucji. W Polsce,
Watykanie ale też wielu innych krajach wciąż dominuje mentalność
klerykalna. To wygodna postawa dla wielu. Zdejmuje odpowiedzialność
za Kościół z samych wiernych i zrzuca ją na księży. Daje osobom
duchownym i biskupom władzę, której łatwo ulec. Prowadzi to do
procesów centralizacji, budowania nowych murów i wydawania stosów
niezrozumiałych dekretów, w których z czasem orientują się już
tylko wybitni kanoniści lub filozofowie.
Jednocześnie taka sytuacja
prowadzi do bezczynności czy wręcz rosnącej niechęci wiernych do
instytucji, która zaczyna działać jak sklep z tradycyjnymi
obrzędami. Powstają zatem cenniki sakramentów, czy sądy i
prawnicy unieważniający małżeństwa z różnych, niekiedy błahych
powodów za to za sporą ilość pieniędzy. Księża zaś zamiast
głosić Ewangelię okazują się sprzedawcami i menagerami
stawiającymi piękne, pozłacane świątynie.
Parafia to nie sklep, sakramenty to
nie towar, parafianie to nie owce godne potępienia bo nie chcą
bezkrytycznie wspierać Kościoła, lub lubianej przez proboszcza
partii. Z drugiej strony księża to nie sprzedawcy, świątynia to
nie miejsce na politykę, a wierzący to nie bierni uczestnicy
coniedzielnych mszy.
I tu problem staję się głębszy,
bo nie dotyczy tylko samych księży. Czasem są oni wręcz wtłoczeni
w ramy wyznaczone przez instytucję, sami tego nie chcąc. I tu
większość osób uważających się za wierzące powinna uderzyć
się w piersi. Bo obecna sytuacja nie jest wynikiem zaniedbań kleru,
ale wszystkich wiernych - wygodnie przerzucających odpowiedzialność
za obecną sytuację kryzysu w Kościele na wszystkich wokół.
Zatem kolejnym ogromnym wyzwaniem
stojącym przed wszystkimi katolikami jest przywrócenie sprawczości
wiernym, nie będącym osobami wyświęconymi. Dotyczy to także
kobiet, sióstr zakonnych, które wciąż bywają pomijane w dyskusji
o przyszłości Kościoła, a stanowią element równie ważny co
mężczyźni i kapłani.
Problem
ten dostrzega wyraźnie papież Franciszek, który na początku
tego roku formalnie dopuścił kobiety do posług lektoratu i
akolitatu. To ważny krok, który przez lata był blokowany przez
przeciwników kościelnych reform, obawiających się otwarcia drogi
do wyświęcania kobiet.
ZAKAZANA HISTORIA POLSKIEGO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO
Franciszek wyraźnie dostrzega
konieczność szerszego włączenia wiernych, w szczególności
kobiet, do działań Kościoła. Wielokrotnie mówił i pisał o tym
otwarcie, mimo licznych sprzeciwów pojawiających się wśród
hierarchów. Jednak droga, którą wyznacza obecny papież jest jasna
i w przyszłości może przynieść wiele korzyści dla Kościoła.
Wydaje się, że w polskim Kościele
mentalność klerykalna jest wciąż silna, choć widać już
pierwsze dobre praktyki zmierzające ku jej osłabieniu. Warto przy
tym wspomnieć diecezjalne synody i inne inicjatywy spotkań, do
których zapraszani są liczni świeccy, także pozostający poza
Kościołem. Otwarcie zamkniętych szczelnie przez wieki wrót
instytucji nie odbywa się szybko, jednak postępuje.
Ważne jest, aby uświadamiać
osobom świeckim że mogą już przez te wrota przejść i włączyć
się w działania instytucji, zmieniając ją od środka. Bierna
postawa wiernych przyczynia się w znaczącym stopniu do kryzysu w
Kościele.
Konflikty
W Ewangelii zapisano, że Jezus
modlił się żarliwie o jedność Kościoła. To ostatnie wyzwanie o
jakim chciałbym wspomnieć. Jedności w Kościele nigdy nie było,
przez wieki narastały podziały między różnymi odłamami
chrześcijan, które teraz mozolnie zasypywane są na ścieżce
ekumenizmu.
Niestety w łonie samego Kościoła
katolickiego również dzisiaj trwają rozrywające go konflikty.
Główną "oś" podziału można z bardzo dużym
uproszczeniem poprowadzić między "tradycjonalistami" a
"reformatorami". Jednak różnych odłamów i poglądów
zarówno wśród jednych jak i drugich są setki.
Sam fakt występowania dyskusji
wewnątrz instytucji jest czymś naturalnym i może prowadzić do
wypracowywania nowych reform. Jednak wyzwaniem staje się skuteczna
komunikacja dotycząca tych sporów i napięć, z którą współczesny
Kościół sobie nie radzi. Dlatego zamiast spokojnej dyskusji często
słyszeliśmy ostrą krytykę pod adresem różnych hierarchów lub
samego papieża, otwarte wzywanie do buntów czy też zarzucanie
Franciszkowi herezji. Takie metody "publicznej" rozmowy są
szkodliwe i nie przynoszą żadnych korzyści, wprowadzając jedynie
chaos.

Wolny od podobnych problemów nie
jest także Kościół w Polsce, który nie wie jak komunikować
swoje działania w związku z aferami pedofilskimi. Nie umieją tego
robić niektórzy hierarchowie, wybierający milczenie zamiast
prostego "przepraszam". W efekcie mamy sytuację, w której
zamiast rozmowy następuje atak, zamiast przeprosin następuje
obrażanie się na media, zamiast poszukiwania efektywnych dróg
dotarcia z przekazem, następuje nieudolne komunikowanie rzeczy
bardzo istotnych z punktu widzenia wiernych.CAŁA PRAWDA O o. RYDZYKU
Innymi słowy: w dzisiejszym
świecie "ogłoszenia parafialne" już nie wystarczą, a
księża powinni dwa razy mocniej zastanowić się nad słowami,
jakie wypowiadają publicznie. Użytkownicy internetu wytkną bowiem
bezlitośnie każde potknięcie, błąd, czy niefortunnie
wypowiedziane zdanie. Kościół nie umie się przed tym bronić.
Dlaczego?
Na świecie nastąpiła rewolucyjna
i najszybsza w historii zmiana paradygmatu komunikowania. Kościół
ten fakt "przespał" i teraz zaczyna się budzić oraz
panicznie poszukiwać nowych form docierania do wiernych.
Paradoksalnie proces ten przyspieszyła pandemia koronawirusa, która
wyprowadziła ludzi ze świątyń a jednocześnie zmusiła księży
do poszukiwania nowych dróg w świecie wirtualnym.
Epidemia
już zmieniła bardzo wiele i to być może na lepsze. Księża
dostrzegli jak mogą wyglądać puste kościoły, jeśli nic się nie
zmieni. Wielu wiernych poczuło zaś, jak bardzo świątynie i
kapłani są im potrzebni. Rozpoczęło to procesy, których efekty
pozostają jedynie w sferze domysłów. Odnoszę wrażenie, że rok
epidemii zmienił w Kościele więcej, niż lata wewnętrznych
reform. Fakt ten do jakiegoś stopnia wykorzystuje papież, który
ostatnio zdecydował się na szereg kroków wcześniej nie do
pomyślenia, jak wspomniane zwiększenie roli kobiet w Kościele,
czy znaczącą obniżkę pensji kardynałów.
Pomocne
w dotarciu do wszystkich wiernych okazać się mogą ciekawe
inicjatywy w sieci, rekolekcje online, konferencje, vlogi, komentarze
prowadzone przez dobrych kaznodziejów. Przykładem może być
"katolicki netflix" prowadzony przez dominikanów.

Rafał Cieniek
Redaktor Onet Wiadomości
Data utworzenia: 4 kwietnia
2021, 11:33
LINK DO ARTYKUŁU